PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Sekret trwałego związku

Nie sztuką jest rozkochać w sobie drugą osobę, ale ją przy sobie utrzymać. I to jeszcze nic. Czasem największą sztuką jest, samemu chcieć w tym związku trwać.
trwały związek

Ile razy zdarza się, że osoba, która tak bardzo zabiegała, po latach pierwsza odchodzi. Tej, która była podejrzliwa i zazdrosna, szybciej opadają emocje. Ta, która przysięgała wierność, pierwsza jej nie dochowuje. A porzucony zachodzi w głowę – miewaliśmy mniejsze i większe problemy jak każda para, ale poza tym wszystko było dobrze… Dlaczego odeszła?

Ktoś powie – niestabilna emocjonalnie, inny – wypaliło się, takie życie. Jeszcze inny pocieszy słowami – tego kwiatu, to pół światu.

Przeczytaj też: Gdy miłość wygasa

A może jednak mogli być razem?

Odpowiedź albo co najmniej dobry trop znalazłam, słuchając interesującej rozmowy dwóch osób. On zadaje krótkie, proste pytania. Ona odpowiada. Bezpośrednio, trochę przekornie, tak jak lubię.

Krystyna Kofta. Kobieta szczera

Takie wrażenie odnoszę czytając jej książki, słuchając wypowiedzi w tv czy oglądając talk-show z jej udziałem w kawalerce  20m2 Łukasza Jakóbiaka.

Nie przeszkadza mi zupełnie, że w kilku kwestiach nie podzielam jej zdania. Są osoby, których przyjemnie mi się słucha i ona do takich należy. A po wizycie u Łukasza lubię Panią Krystynę jeszcze bardziej.

Nie boi się poruszać ważnych tematów: śmierć, choroba, samobójstwo, depresja, zdrada, wiara. Polecam 15-minutowe wideo.

Wiele osób po obejrzeniu filmu (a nawet przed – na podstawie samych zapowiedzi) zbulwersowało się nieco i o tym też mam zamiar napisać, choć może nie dziś. To zadziwiające, ale moją uwagę zwrócił zupełnie inny, rewelacyjny, mniej kontrowersyjny, a dotyczący związków, fragment rozmowy (11:50-13:25).

 

Przytoczę go prawie że dosłownie, żebyśmy mieli słowa przed oczami.

Łukasz Jakóbiak: Co się musi wytworzyć między partnerami, aby seks nie był przereklamowany?

Krystyna Kofta: To co powiedziałeś na początku, że musi iskrzyć, ale że to nie jest iskra jednorazowa. To musi być prąd stały. I to jest tak, że jak dotykasz kogoś, to wiesz, że chcesz. I to nie trwa wiecznie, to jest jakiś okres. To są wahania, fale. Później jest gorzej, a potem znowu jest lepiej. Z tą samą osobą. Dlatego moim zdaniem błędy polegają na tym, że ludzie za szybko chcą mieć znowu coś tak wspaniałego, jak mieli na początku. I tutaj wymieniają partnera/partnerkę na młodszego/młodszą albo na starszą, bardziej doświadczoną – wszystko jedno, ale żeby była inna. Jest ta cena nowości i wydaje się, że ta cena nowości jest tym właśnie, o co chodzi. A ilość nie przechodzi w jakość, tylko w bylejakość.

Łatwo odpuszczamy, nie potrafimy czekać i za szybko angażujemy się w nową relację

Tak się trudzimy, tyle czasu musi minąć i tak wiele osób trzeba poznać, żeby spotkać i pokochać (z wzajemnością) tę jedną. A może nawet i drugą, i trzecią, jednak tych głębokich relacji zbyt wielu nie mamy. I kiedy już spotykamy tę właśnie osobę i udaje nam się porozumieć i jesteśmy ze sobą i na dodatek szczęśliwi, to kiedy emocje zbledną, a stężenie hormonów we krwi zmaleje, zadziwiająco łatwo dopada nas zniechęcenie. A wtedy zaczynamy aktywnie rozglądać się na boki albo niechcący dajemy się złapać w sidła nowego zauroczenia. Za szybko.

Zdrada pojawia się, kiedy czegoś w związku brakuje

Racja, ale… ma prawo brakować. W każdym związku prędzej czy później będzie czegoś brakować. Można szybko znaleźć to coś w ramionach innej „miłości” albo zaczekać chwilę na kolejny „przypływ”. Z tą samą osobą. Bo o ile mocno zranionemu człowiekowi uczucia mogą odpłynąć na zawsze, o tyle jeśli odpłynęły zwyczajnie, pod wpływem czasu, w wyniku przyzwyczajenia (nie bolesnych doświadczeń), jest to całkiem naturalne i odwracalne. Trzeba tylko zaczekać.
zdrada w związku

Sadzawką czy oceanem?

Gdyby tak zapytać – wolisz, żeby Twój związek był wodą stojącą (jeziorem, bajorem, zalewem) czy oceanem, to oczywiście większość z nas wykrzyknie – oceanem! I wcale mnie to nie dziwi – to dużo ciekawsza metafora. Ale liczyć się z naturą wielkiej wody, zezwolić na sztormy, znać pory przypływów, odpływów i akceptować tę cykliczność – z tym gorzej.

PS Do wszystkich dryfujących – ta woda może jeszcze huknąć.
A Pani Krystynie i Łukaszowi dziękuję za falę… inspiracji ;)

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • Wodospadem! Tak żeby utrzymanie się nad taflą wody było wyzwaniem, a naciskający strumień wody – strumieniem nowych wyzwań. Wodospadem, bo najwięcej człowiek jest w stanie nauczyć się w najtrudniejszych warunkach. Nie ma sensu celować w rozwiązania z góry zakładające brak emocji i nudną stabilność.

  • Urszula

    Uspokoił mnie fragment o uczuciach które odpływają w wyniku przyzwyczajenia i zawsze mogą powrócić ;) pozdrawiam

  • Mimi

    Ciekawi mnie, czy byłam tylko jedną z nielicznych osób, które na ostatnie pytanie (ocean czy woda stojąca, jeziorem, bajorem, zalewem), w myślach odpowiedziała sobie „tak, zapewne ludzie chcą być wodą stojącą”. Myślałam tak, bo zawsze wydawało mi się, że ludzie chcą stabilizacji, a ocean taki nie jest, to czemu ktoś by chciał mieć niespokojny ocean, nawet jeśli tylko chodzi o życie miłosne…. Hmm… możliwe, że to tylko moje dziwaczne poglądy. Niemniej jednak bardzo miło się czytało to co Pani napisała, prosto, ale na temat, nie owijając w bawełnę.

    • Pewnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to lepiej, żeby związek był jeziorem. Zgodzę się w stu procentach. Jeśli jednak bierzemy pod uwagę zmienność, której nie tylko potrzebujemy w obrębie jednego stałego związku, ale wręcz ona w naturalny sposób następuje, bo i my sami zmieniamy się, i zmieniają się okoliczności wokół nas, to lepiej być oceanem – akceptować, a nawet odnajdywać sens w przypływach i odpływach.