PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Rozkochać przez internet

Dla osób, które przykładają dużą wagę do wyglądu potencjalnego partnera, bazują na pierwszym wrażeniu i z doświadczenia wiedzą, że często jest to dla nich wrażenie niewystarczające, Internet jest narzędziem niezwykle pomocnym.

I nie chodzi o to, aby ukryć się za awatarem, zmylić wszystkich, pokazując wyfotoszopowane zdjęcia sprzed dziesięciu lat albo samemu pozwolić się oszukać. Chodzi raczej o to, aby dać sobie i poznawanym ludziom szansę i czas. Niektórzy dopiero wtedy mogą zwrócić na siebie uwagę i zafascynować się (inteligencją, błyskotliwością, poczuciem humoru czy urodą). Odkrywają wspólne zainteresowania, próbują wyczuć rodzaj czułości, sposobu zwracania się, sposobu reagowania. Wszystkie te szczegóły spajają.

I tak oto właśnie niepostrzeżenie przywiązujemy się, zanim dojdzie do spotkania „na żywo”. Wtedy poznajemy się z zupełnie innego poziomu. Dajemy dużo większy margines na rozbieżność pierwszego wrażenia z naszym preferowanym obrazem tej osoby, bo tak wiele już ze sobą dzielimy – rozmowy, wymianę zdań, poglądów, a być może nawet pierwsze wirtualne czułości. Przede wszystkim daliśmy sobie uwagę, czyli jesteśmy dla siebie ważni.

mali-w-sieci

Chodzi o dwie ważne rzeczy:

  1. Przywiązujemy się niekoniecznie do tych osób, które zrobiły dla nas coś dobrego, ale przede wszystkim do tych, dla których my tak wiele zrobiliśmy (np. poświęciliśmy im swój czas, zaangażowanie), a jak wiemy etap wirtualnego poznawania się sprzyja temu.
  2. Dajemy szansę na wykazanie się bez oceniania na podstawie pierwszego (często zbyt płytkiego, zbyt powierzchownego, błędnego) wrażenia.

 

Oczywiście nie zawsze, kiedy pierwsze randki mają miejsce w sieci, kolejne, te realne zaowocują wybuchem miłości. Dlatego utrzymywanie kontaktu wirtualnego nie powinno trwać miesiącami. Dobrze jest też przygotować się na ewentualne jedno czy obustronne rozczarowanie, gdyby okazało się, że to co zbudowaliśmy, to wyłącznie złudzenia. Ale to tylko czarne scenariusze (tak na wszelki wypadek).

Ja jednak mam bardzo dobre doświadczenia. Poznaję różnych ludzi w różny sposób. Oczywiście zdarzają się „rozczarowania” – choć tak naprawdę pojęcie rozczarowania zależne jest od oczekiwań rozczarowującego się, dlatego niech ci, którymi się rozczarowano nie biorą tego do siebie – no bo cóż mieliby zrobić – odgadnąć oczekiwania i udawać kogoś, kim nie są?

Ale wracając – zdarzają się rozczarowania, choć jeśli mam przywołać początki zawieranych przeze mnie znajomości, to jednak częściej „rozczarowywały” mnie osoby, które poznałam i które zafascynowały mnie w realu (pierwsze spotkanie, pięć godzin rozmów, pociąg fizyczny, a w niedalekiej przyszłości efekt „pryśnięcia bańki mydlanej”) niż osoby poznane najpierw w sieci, a dopiero potem w realu ;) Naprawdę.

Kiedy poznajemy się „na ulicy” przeceniamy wartość tzw. „pierwszego wrażenia”

Gdyby ono mogło być obiektywne, a nie tak bardzo nasycone naszymi wyobrażeniami czy obawami, byłoby przydatne, ale to prawie niemożliwe. Ono leży po Twojej stronie, a nie po stronie osoby, która je niby na Tobie wywiera. Dlatego zamiast „nie wywarł na mnie dobrego wrażenia” lepiej byłoby powiedzieć „nie pozwoliłam mu wywrzeć na sobie dobrego wrażenia”.

Internet jest w pierwszym momencie mniej zobowiązujący i (podkreślę to po raz kolejny) daje czas. Czas, żeby poznać i dać się poznać. Czas, jaki upłynie do momentu spotkania „na żywo”.

To dziwne, ale niektórzy lepiej wypadają na czwartej randce niż na pierwszej. I czasem ktoś, kto nie spodobał się na pierwszej, rozkochałby Cię w sobie na dziewiątej. Ale pierwsza była ostatnią albo nawet do niej nie doszło, bo się zwyczajnie minęliście.

I są na to dowody ;)

Miły wieczór, siedzimy ze znajomymi przy winie. A wśród nas On i Ona. Za trzy miesiące pobierają się. Wspominają początki swojej znajomości…

Ona: Gdybyśmy minęli się na ulicy, wcale nie zwróciłabym na Ciebie uwagi. Nie zauważyłabym Cię.
On: Na szczęście Bóg wymyślił Internet, gdzie Twoje minus sześć dioptrii nie ma znaczenia :P

PS Chyba „Bogiem” w tym przypadku jest Mark Zuckerberg, bo poznali się komentując coś tam na FB ;) I myślę, że może im się udać, bo ciekawe, złośliwe konwersacje uskuteczniają do dziś ;D

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
MalinowaTv na YouTube