PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Dlaczego Angelina Jolie powiedziała nam o swoich piersiach?

Dzisiaj obiegła media informacja, że Angelina Jolie przed trzema miesiącami poddała się podwójnej mastektomii, czyli usunięciu piersi, aby zminimalizować duże w jej przypadku (87%) ryzyko zachorowania na raka piersi i nieco mniejsze (50%) na raka jajnika.

W artykule dla „The New York Timesa” opisała, że jej matka w wieku 56 lat zmarła po długiej walce z nowotworem; babcia również i to jeszcze wcześniej, bo w wieku 45 lat. I gdyby nie te fakty, prawdopodobnie uznałabym jak niektórzy internauci, że to „kolejny wymysł” gwiazdy. Badań genetycznych nie ma potrzeby wykonywać, jeśli w rodzinie nie było chorób nowotworowych (wystarczą zwykłe kontrolne), jednak w przypadku obciążeń – jak najbardziej.

Angelina z mamą i bratem :)

Jedno wyznanie, a tak duży wzrost świadomości społecznej i tak wiele do myślenia

W komentarzach do któregoś z artykułów na ten temat przeczytałam, że dla wielu jest to dzień, w którym poznali słowo „mastektomia”. Dowiedzieli się też, że oprócz USG i mammografii, można wykonać badania genetyczne, zwłaszcza jeśli w rodzinie były podobne przypadki zachorowań.

Operacja Angeliny jest zdecydowanie formą bardzo wczesnej profilaktyki, ponieważ o ile stwierdzono, że prawie na pewno zachoruje, to jednak na razie nowotworu nie wykryto. Zazwyczaj mastektomii poddają się kobiety, u których zdiagnozowano już chorobę, a i to nie ułatwia decyzji o usunięciu piersi (często również jajników) ze względu na wiek pacjentek. Jeśli są młode, w wieku reprodukcyjnym i chcą mieć dzieci wybory nie są takie oczywiste.

Poza tym przekonujemy się, co być może akurat nie jest zbyt odkrywcze, że ryzyko choroby dotyczy wszystkich – pięknych, bogatych i sławnych również. Ale niektórzy spośród tych najbardziej znanych, świadomi tego, jak wielką uwagę na sobie koncentrują, potrafią obrócić nieszczęście w coś pożytecznego, w ważny społecznie komunikat.

Priorytety ustalane na bieżąco

I okazuje się, że w wyborze dotyczącym usunięcia piersi wcale nie najważniejsze są piersi. Kiedy symbol seksu, aktorka uznawana przez magazyny na najpiękniejszą usuwa atrybut kobiecej cielesności z powodu ryzyka zachorowania na raka, pokazuje coś więcej. Ustawia priorytety i wartości. Wielokrotnie w swoich wypowiedziach podkreśla, że chce być jak najdłużej z dziećmi. Daje do zrozumienia, że są w życiu sprawy ważne i ważniejsze, a ich hierarchia ustalana jest na bieżąco. I chociaż wydaje mi się, że wiem, co zrobiłabym w takiej sytuacji, zdaję sobie sprawę, że to tylko przypuszczenia. Tu nie ma dobrego wyboru.

Decyzje i wyznania

W 2005 roku z nowotworem piersi zmierzyła się też Kylie Minogue. Pamiętam, że wiele osób z podziwem obserwowało jej walkę. W Polsce dużo dobrego w tej sprawie robi pani Krystyna Kofta. Została poproszona również o wypowiedź w tej sprawie. Sama przeszła mastektomię, ale połączoną z chemią, więc nieporównywalnie bardziej dotkliwą. Mimo to podziwia odwagę poddania się operacji dla profilaktyki, kiedy nie ma jeszcze oznak nowotworu.

Nie chcę trywializować. Istnieją miliony czynników. Poza tym z boku zawsze wszystko wygląda prościej, ale…. Jest wybór, o którym wszyscy mówią, że jest trudny. Mieć piersi czy je usunąć? Żyć na tykającej bombie (głośno tykającej), czy zmniejszyć ryzyko o dobrych kilkadziesiąt procent i trochę odetchnąć? Odejść czy zostać? Trudny wybór?

PS Dziękuję kobietom, które wybrały i powiedziały o tym głośno, aby innym było łatwiej i odważniej podjąć swoje decyzje. Może podobne, może inne. Ale poszerzone o to doświadczenie. I żeby nie myślały, że los się na nie uwziął. Bo los jak to los, nigdy nie wiadomo kogo wylosuje.


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
MalinowaTv na YouTube