PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Potrzeba wewnętrznej swobody – nie rób z partnera niewolnika

Szczęśliwe związki niszczy zwykle nie jeden duży cios, ale małe stale zadawane ukłucia, dotyczące różnych kwestii, z których być może nawet na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, ale one są i gromadzą się, podcinając nam skrzydła. Aż któregoś dnia zwyczajnie nie mamy siły lecieć wspólnie dalej.
swoboda w związku

Dzisiaj spróbuję wyjaśnić, jak to się dzieje, że czujemy się stłamszeni w związku albo sami zachowujemy się tak, że partner nie ma już czym „oddychać”, zwyczajnie „dusi się”. Wiadomo, że nikt w takich warunkach nie chce trwać, dlatego w dalszej perspektywie stan ten może prowadzić nawet do rozpadu związku.

Każdy ma potrzeby

Maslow wymyślił kiedyś piramidę potrzeb. W najbardziej podstawowej wersji wszyscy znamy ją i rozumiemy. Wiemy, że muszą zostać zaspokojone najpierw najbardziej elementarne, czyli fizjologiczne, aby następnie poczuć głód tych wyższych – bezpieczeństwo, uznanie, szacunek, rozwijanie swojego potencjału. Z drugiej strony nawet, jeśli wyższe pojawią się same z siebie, brak realizacji niższych może je w danym momencie skutecznie hamować albo nawet całkowicie uniemożliwiać ich spełnienie.

piramida_maslowaa

©wikipedia.org

I zwykle na tym nasze rozważania na temat piramidy kończą się. Trudno jest patrzeć przez jej pryzmat na różne sytuacje życiowe. Właściwie nawet nie przychodzi nam to do głowy. Prędzej szukamy przyczyn zachowań w konkretnej osobie, niż w naturze ludzkich potrzeb. A to powoduje, że niejednokrotnie przypisujemy sobie wzajemnie złe intencje albo kompletnie nie rozumiemy naszych zachowań.

Potrzeba wewnętrznej swobody

Plasuje się gdzieś w obszarze tych wyższych, ale każdy ją posiada i dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę. Nie lubimy, kiedy nakazuje się nam wykonanie jakiejś czynności. Pomoc w decydowaniu jeszcze akceptujemy, czasem nawet jej potrzebujemy, ale sugerowanie jest już niewskazane, a naciskanie wręcz zabronione.

Czujemy to w wielu sytuacjach. Zauważcie, że wolimy podejmować działania, dlatego że chcemy, a nie dlatego, że ktoś łaskawie nam je zasugerował. Lubimy mieć tę świadomość. Daje nam to satysfakcję. W psychologii mówimy wówczas o poczuciu sprawstwa, wewnątrzsterowności i wspomnianej już potrzebie wewnętrznej swobody.

Przełóżmy to na zachowania i związki.

Satysfakcja i brak satysfakcji

Ludzie są ze sobą, bo czerpią z relacji mnóstwo korzyści. Ukrytych, często nawet przez nich samych niedostrzeganych. Czują się spełnieni. Jest im w związkowym układzie dobrze. Czerpią satysfakcję.

To wszystko może runąć, jeśli pojawi się przymus. Nacisk. Presja. Jeśli zniknie wrażenie wyboru, możliwości decydowania, jeśli zrobimy z ukochanej osoby „niewolnika”.

To jest tak jak z uśmiechem – może nie być nam za wesoło, ale podobno, jeśli zaczniemy układać usta w uśmiech, to jest szansa, że po pewnym czasie odzyskamy dobry nastrój, a do głowy napłyną przyjemniejsze myśli. W ten sposób „oszukujemy” organizm, że jest nam „do śmiechu”. Ale ponieważ psychika nie jest zorientowana, skąd się to zadowolenie wzięło, to dla niej bez różnicy. Ważne, że jest uśmiech.

Jeśli natomiast nakłonimy drugą osobę do czegokolwiek, to może ona „zapomnieć”, czy też mieć trudności z odróżnieniem, że sama tego pragnęła i odebrać swoje zachowanie jako przebiegające nie z własnej woli, ale wyłącznie w wyniku oczekiwania z zewnątrz.

Zaczyna się od niewinnego upominania. Na przykład od błahego przypominania o ważnych sprawach, żeby z głowy nie wyleciały, o zaległościach, o zapłaceniu rachunków, wyniesieniu śmieci, o drobnostkach.

Upominanie bywa skuteczne, ponieważ partner zrobi pewnie to, o co go prosimy, ale nie będzie towarzyszyło temu odpowiednie zadowolenie. Powtarzalność takich sytuacji, przechodząca w sposób funkcjonowania związku, powoduje całkowitą utratę satysfakcji. Trzeba dużo delikatności i uważności w tym temacie.

Dlaczego tak się dzieje?

Wracamy do piramidy – nacisk narusza czy nawet gwałci potrzebę wewnętrznej swobody. Niejednokrotnie partner sam z siebie chciałby podjąć konkretne działanie, ale upominany nie zrobi tego, aby podświadomie nie czuć się stłamszony. Dodatkowo jego sprzeciw rodzi spory, kłótnie i nieporozumienia.

Ostatecznie być może wykona, czego się od niego oczekuje, ale oboje wówczas będą niezadowoleni. On czuje się zmuszony i nie ma satysfakcji, a ona mówi – „zrobiłeś, bo tego chciałam, a nie sam z siebie”. Może oczywiście zdarzyć się odwrotnie – to on wymusi coś na niej. Konsekwencje te same.

Ważne życiowe decyzje pod naciskiem, bo „już czas”

Przypominanie o niewyniesionych śmieciach czy niezapłaconych rachunkach, to tylko drobne, mało ważne uciążliwości. Gorzej, kiedy pod wpływem presji podejmujemy istotne życiowe kroki. Już na starcie nie mają one takiego ładunku energetycznego, jaki posiadałyby bez niej. Praca, bo „trzeba” z czegoś żyć. Związek, „bo już czas”. Dziecko – konsekwencja związku albo nieplanowanej ciąży. I mnóstwo innych, mniej charakterystycznych sytuacji, które dzieją się, bo „muszą”.

Kolega zobrazował mi to, opowiadając historię dwóch swoich znajomych. Rzecz dotyczy ojcostwa, którego konsekwencją jest nie tylko posiadanie dzieci, ale również zajmowanie się nimi, poświęcanie im czasu.

Na pytanie, który mężczyzna będzie dobrym ojcem, odpowiedział – ten który chce. Obaj jego koledzy są w tym samym wieku. Jeden zgodził się na dziecko, bo marzyła o nim jego żona, drugi sam chciał zostać ojcem. Ten pierwszy wraca po pracy, siada przed komputerem i przegląda motocykle, jak mówi – swoje „zabaweczki”. Dziećmi nie zajmuje się wcale, o co oczywiście żona ma do niego pretensje. Drugi twierdzi, że najlepszą „zabaweczką” jest jego synek. Wraca po pracy, żeby się z nim pobawić. Sprawia mu to radochę.

Różnią ich motywy podjęcia decyzji o posiadaniu dziecka. Pierwszy – zrobił to dla żony, drugi z autentycznej gotowości. Dosyć oczywiste.

Ucieszyłam się, że rozsądnie i z dużym zrozumieniem wytłumaczył mi to właśnie mężczyzna :)

Wolimy sami realizować swoje zamysły

Nakłanianie, przyspieszanie, paradoksalnie wszystko opóźnia. Przecież rozmawiamy ze sobą i znamy wzajemne oczekiwania. Nie trzeba wielkich nacisków i przypominania, żeby drugiej osobie je zasygnalizować. Pewne sprawy dzieją się albo nie dzieją. I trzeba umieć to przyjąć. Presja nigdy nic dobrego nie wnosi.

Samodzielne decydowanie o życiu niesie ze sobą konsekwencje. Całkiem sensowne, zdrowe konsekwencje. Realizując własne zamysły, biorę za nie pełną odpowiedzialność. Tego uczymy się już jako dzieci. O ile pozwolono nam decydować i nie dokonywano wyborów za nas, w naszym imieniu, „dla naszego dobra”.

Dlatego, kiedy spada ze stołu szklanka, to znaczy, że ją stłukłam. A kiedy jestem mamą, której dziecko budzi się w nocy i płacze, to ja wiem, że tego właśnie „chciałam”. W przeciwnym razie jestem zła na cały świat albo nie robię nic i umywam ręce. To samo dotyczy pracy, związków, wszystkich mniej lub bardziej istotnych spraw.

Nie wyskakuj przed orkiestrę

Takich słów użył kiedyś względem „w gorącej wodzie kąpanej” dziewczyny, pewien mądry mężczyzna. Dziś wiem, co miał na myśli ;)

Powtórzę to jeszcze raz – wolimy sami realizować swoje zamysły. Są one często zgodne z zamysłami otaczających nas osób, ale nie powinny być przez nie narzucone. Taka jest natura ludzka, takie są potrzeby. I nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii.

Z tej prostej zasady wynika, że wielokrotnie nie zgadzamy się i kłócimy, nie dlatego, że mamy sprzeczne marzenia czy plany, ani nie dlatego, że jesteśmy wredni albo chcemy zrobić coś na przekór. Również nie dlatego, że nie rozumiemy sytuacji, zaistniałych okoliczności, ani nawet nie dlatego, że wypaliło się między nami uczucie.

Czasami sprzeciwiamy się wyłącznie po to, aby przed samymi sobą poczuć, że wszystko przebiega w naszym tempie, że nie jesteśmy marionetkami i nie piszemy życia pod czyjeś dyktando, ale naprawdę sami nim kierujemy.

Człowiek jest w stanie zawalić wiele spraw albo zrobić wiele głupot, żeby to poczuć.

;)


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl