PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Kiedy Cię poznałem, byłaś inna

Niektórym kobietom związek nie służy. No naprawdę nie służy. Im mocniej przywiązują się, tym bardziej się zmieniają – zwykle w „marudy” albo „biedactwa”. W wyniku czego mężczyzna ostatecznie czuje się oszukany.

I nie chodzi mi o to, że po ślubie trochę im się przytyło albo zrzuciły szpilki na rzecz kapci, które przecież też mogą być seksi. Ani nawet nie chodzi o osłabienie wzajemnego zainteresowania, wynikające z codzienności, z przyzwyczajenia czy zaniedbania.

Mam na myśli zmianę, jaka zachodzi w parze, w układzie sił między dwojgiem. Niepokoi mnie fakt, że niektóre kobiety wchodząc w relację, pozwalają otoczyć się opieką, automatycznie stają się „miękkie” i jakby bezwładne. Podporządkowują się, rozpływają, zatracają siebie. Na własne życzenie.

Pewnie myślisz sobie, że przecież to nic złego przyzwolić na spokojny, przyjemny stan i trwać w nim. Jednak niestety gdzieś w tej błogości dziewczyny zaprzepaszczają swoją indywidualność, gubią spontaniczność, a nawet samodzielnośćcechy, które zachwyciły partnera. I które zresztą kobiety same w sobie też lubią i cenią. A wraz z tymi cechami znika przyjemne napięcie, takie codzienne, życiowe napięcie między nim a nią.

Zaczyna się związkowy letarg. „Przyczyną konfliktów małżeńskich jest nie tylko niedostatek, lecz również i luksus” (Miroslav Plzák). Kiedy jest źle, wszystko psuje się, ale kiedy jest dobrze albo „sennie”, to też nie najlepiej.

MaLi-mylos2

©Krzysztof Zaleski

 

Typ osobowości „uwiązanej”

Upatruję przyczyn tego zjawiska w czynnikach osobowościowych. Taka kobieta wiąże się, zatracając swoją tożsamość.

Kiedy jest zdana na siebie, funkcjonuje w porządku, wręcz rewelacyjnie. Kiedy wchodzi w związek, zaczyna zachowywać się jak dziecko, które wyrusza eksplorować otoczenie, ale co chwilę musi spojrzeć na mamę, aby upewnić się, czy dobrze robi.

Chłonie otoczenie przefiltrowane przez partnera. Pyta go o zdanie za każdym razem, kiedy musi podjąć decyzję. Szuka opieki, wsparcia, czasem zwolnienia z odpowiedzialności. Nie potrafi patrzeć na świat własnymi oczami. Oglądając film, kupując buty, zawsze będzie się zastanawiać, czy spodobają się partnerowi.

Kiedy w trakcie trwania związku, mężczyzna oddala się, strasznie cierpi, nie może normalnie pracować, skupić się. Bez niego się nudzi. Bez niego nie lubi wychodzić. Jest bardzo lojalna i oddana.

Co zrobić, aby być taką jak dawniej?

  • Przede wszystkim uczyć się wychodzenia z „uwiązania”. Czasem to temat na całą terapię.
  • Jest też druga możliwość – nie wchodzić w związek. Może kogoś to zdziwi, ale to całkiem często stosowane rozwiązanie. Widzę wśród kobiet aktywnych, artystek czy bizneswoman wiele takich, które zdążyły przez lata zorientować się, że wszystko wychodzi im lepiej, jeśli nie są związane. Nie wiem, czy to na dłuższą metę skuteczne rozwiązanie, ale doraźnie zwykle funkcjonuje i sprawdza się.
    Owe kobiety zorientowały się, że kiedy szczerze angażują się w relację, natychmiast tracą swoją siłę. Czują, że za chwilę znowu uwikłają się, zatracą granicę, osłabną. A w ich profesjach, zawodach, działalnościach nie mogą i nie chcą sobie na to pozwolić.Mówią: „facet nie jest mi potrzebny”, „z mężczyznami są same kłopoty”. Tymczasem problem nie leży w nim, lecz w samym sposobie bycia z nim. A dokładniej w braku umiejętności oddzielenia, oderwania się od niego. Zwyczajnie, nie potrafią być na równi. Stapiają się. Te silne kobiety, wchodząc w związek, tracą pazur, moc, swoją „przedzwiązkową” energię.Taki typ.

MaLi-5

©Krzysztof Zaleski


Kobieta zmienną jest. I to jak!

  • Przed nawiązaniem bliższej relacji
    On poznaje ją jako super fajną kobietkę – energiczna, samodzielna, dziarska dziewczyna. Kiedy jest sama (nie jest związana), radzi sobie świetnie, chociaż zwykle marzy, aby wejść w relację. No i czasem wchodzi…

 

  • W trakcie związku
    Zbliżają się, poznają, a ona z dnia na dzień traci swoją dotychczasową „moc”, łagodnieje, oddaje się pod opiekę. Przekazuje części swojej decyzyjności, samodzielności drugiej osobie. Kiedy jest sama wie, że ma ogarniać swoje życie i robi to. Rewelacyjnie jej to wychodzi. Kiedy poznaje mężczyznę i wchodzi z nim w głębszą relację, każde zdanie jest już na starcie inaczej rozpatrywane, każde zachowanie w inny sposób podejmowane (np. Trzeba zrobić zakupy. Nie jedzie do marketu, ale odkłada to na wieczór, na weekend, na później – pojadą razem; Wsiadają do auta – od dziesięciu lat prowadzi i świetnie jej to idzie, teraz skoro jest z mężczyzną, to wiadomo, kto siada za kółkiem; Kiedyś miała swoje zdanie. Dzisiaj co chwilę prosi go o radę. Ale też ma oczekiwania. Choć zwykle łatwe do przewidzenia).
  • Po rozstaniu
    Dawna, cudowna dziewczyna nie znika na zawsze. Nie znika bezpowrotnie. Kiedy tylko dochodzi do rozstania, początkowo bardzo cierpi, wali jej się świat, ale po pewnym przejściowym okresie mniejszego lub większego obniżenia nastroju, w zależności od okoliczności zerwania kontaktu, zaczyna „żyć na nowo”. Otrzepuje się z letargu, włącza guzik „działanie” i staje się znowu superwoman. Założę się, że jej partner byłby zauroczony niemniej niż dawniej, w końcu taką ją uwielbiał, w takiej się zakochał.

    Ale to niczego nie zmienia. Gdyby do siebie wrócili, prawdopodobnie znowu stałaby się uległa. Ona po prostu musi być sama, zdana na siebie, aby osiągnęła ponownie autonomię.

Co robić? Jak odzyskać dawną moc?

Wracając do początku, „uwiązanym” kobietom związek nie służy. Podobnie jest zresztą z „uwiązanymi” emocjonalnie mężczyznami. A szkoda, bo przedzwiązkowe cechy i energia, w połączeniu ze świetną relacją, mogłyby zapewnić fajerwerki na lata. No cóż… pozostaje albo podjąć terapię albo unikać wiązania się i pozwalać sobie tylko na płytkie, chwilowe relacje, o czym też już wspominałam.

Jednak, jeśli to nie jest nasilony zestaw cech i zachowań, wynikających z osobowości, i jeśli jesteś jeszcze w stanie świadomie nad sytuacją zapanować, zapanuj.

I nie chodzi mi o to, aby na pokaz odróżniać się, na przekór trzymać swoją stronę, usilnie szukać dystansu i upierać się przy swoim zdaniu, pokazując „niezależność”. Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że nie tylko bliskość zbliża. Szkoda, że nie zawsze udaje się zawczasu pojąć to i wdrożyć siłą własnej woli. Czasem potrzebna jest pomoc z zewnątrz.

Jakież to zdradliwe i podstępne, że w stanie zakochania, chcąc się dotrzeć, dopasować, stapiamy się i tracimy coś, co jest jednym z największych filarów związku – odrębność. Super pociągającą odrębność.

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • Ania

    Dziękuję Ci za ten post. To o mnie. Jestem ponad rok od rozstania, jestem sama i jest mi dobrze, w końcu.
    Bywa jeszcze, że czasami muszę siebie przekonywać, żę bycie samej to nic złego. Będąc w związku zatracałam się, nie byłam sobą, nie umiałam podjąć decyzji. Sama, daję sobie radę. Chciałabym kiedyś stworzyć w miarę harmonijny związek. Zobaczymy, może kiedyś się uda.
    Jeszcze raz dziękuję za ten post. Pozdrawiam

  • Prawda.

  • Roxana Tutaj

    I tu trafiłaś w sedno sprawy. Dokładnie tak jak napisałaś – jakbym czytała o sobie. I podzielam zdanie Ani. Jestem pozytywną, energiczną osobą z poczuciem humoru a kiedy wchodziłam w związek zaczęłam to tracić, pojawiały się litry łez a ta cała radość gdzieś ze mnie uciekała i powodowała, że nie mogę się skupić na rzeczach które dotychczas wykonywałam bezbłędnie. Odrębność… każdy potrzebuje swojej przestrzeni :)

  • Magda

    To o mnie ..