PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Jak poradzić sobie z brakiem zaufania po zdradzie?

Potrzebujesz sprawdzać partnera, utrzymujesz siebie w stanie ciągłej czujności. Ostatnie, czego pragniesz to ponownego zawodu, a jednak w jakimś sensie wyczekujesz go i robisz wszystko, aby przyłapać partnera na gorącym uczynku.
Brak zaufania po zdradzie

Gdzie kończy się zwykła podejrzliwość, a zaczyna obłęd?

Ostatnio czytałam o 24-latce, która zgłosiła policji, że jest nękana sms-ami przez kobietę, z którą rzekomo miał zdradzać ją partner. Policjanci ustalili jednak, że dziewczyna sama sobie wysyłała sms-y. Jak twierdzi, robiła tak, ponieważ nie miała zaufania do swojego chłopaka i chciała sprawdzić jego reakcję. Za zgłoszenie przestępstwa, którego nie popełniono, może grozić jej do dwóch lat więzienia.

Ludziom się w głowach poprzewracało. Trzeba być naprawdę uwikłanym, żeby wkładać energię w wymyślanie takich akcji i dodatkowo narażać siebie. A i tak myślę, że to jeszcze nie największe głupoty, do jakich popycha nas podejrzliwość i brak zaufania.

Zdradę trzeba przerobić

Od tego zacznijmy. Każdą sytuację, naruszającą zaufanie, trzeba wyjaśnić. Obie strony muszą ponieść pewne konsekwencje. Nie można, jak to niektórzy robią, z marszu „wybaczyć” i przejść do porządku dziennego albo udawać, że nic się nie stało. Muszą paść deklaracje. Muszą zostać podjęte większe zobowiązania, wykonane ważniejsze gesty. Ale to temat na zupełnie inny wpis. Dzisiaj o tym, co dzieje się po zdradzie i po przerobieniu jej. Zakładamy więc, że między sobą wszystko już wyjaśniliśmy. Zaczynamy od początku. Wchodzimy w nowy rozdział. I właśnie na tym etapie za chwilę okaże się, co w nas przeważy – zaufanie czy podejrzliwość?
brak zaufania

Kto odpowiada za Twój lęk?

Wiele osób powie, że zdradzający, bo to on doprowadził do utraty zaufania. Ale to nieprawda. Za Twój lęk odpowiadasz tylko Ty. Zdradzający jest odpowiedzialny za wszystkie swoje przewinienia, ale nie za Twój obecny lęk.

To zrozumiałe, że jesteśmy czujni, zwłaszcza, jeśli już raz zostaliśmy zranieni, zdradzeni, czy w inny sposób nadwyrężono nasze zaufanie. Jeśli jednak sytuacja została wyjaśniona, a zdrada przepracowana, i jeśli padły pewne słowa i zostały podjęte decyzje, to reszta leży już wyłącznie po Twojej stronie, w Twoich rękach. Nie przerzucaj w tym momencie odpowiedzialności za swój lęk na partnera.

Zdrapywanie strupka

Sami sobie to robimy, sami się o to prosimy. Nakręcamy się, budzimy w sobie wątpliwości, wprowadzamy się w stan stresu, niepokoju. Z walącym sercem przeszukujemy telefon, nabijamy sobie głowę domysłami, dlaczego tak długo nie wraca z pracy, odtwarzamy w myślach sytuacje z przeszłości.

To takie masochistyczne „zdrapywanie strupka”, aby rana zabliźniała się ciągle od nowa. W ten sposób wydłużamy tylko proces gojenia.

Postawa cierpiętnicy/cierpiętnika

Jeżeli przerabiasz od nowa bolesne chwile i nie robisz nic, aby to w sobie przewalczyć, musisz uczciwie przyznać – lubisz cierpieć. Nikt Cię do tego nie popycha, nie zmusza. To jest Twoja sprawa.

Oczywiście, zaraz pojawi się sprzeciw – „Wcale tego nie chcę. Nie chcę, żeby mnie to męczyło”.

Mam nadzieję, że nie należysz do osób, kierujących się w życiu przekonaniem, że wystarczy chcieć lub nie chcieć, a wszystko samo się zadzieje. Bo nie wystarczy.

Potrzebny jest Twój świadomy wysiłek

Co robisz, aby powstrzymać się przed sprawdzaniem albo zahamować dręczące Cię myśli? Twoja czujność i kontrolowanie partnera same nie miną. Musisz włożyć w to wysiłek. Czasem dużo większego trudu potrzeba nie po to, aby coś zrobić, ale właśnie, aby tego nie robić, powstrzymać się.

Czas leczy rany

No leczy, leczy… ale też nie przydzielaj go sobie zbyt dużo. Musi upłynąć sporo czasu, aby pogodzić się ze śmiercią bliskiej osoby, przeżyć żałobę. Musi minąć go trochę, aby móc ponownie bez lęku usiąść za kierownicą po poważnym wypadku. Tak jest ze wszystkim. Ale nie można czegoś, co stało się kiedyś, roztrząsać w sobie bez przerwy.

Chyba, że robisz to na własne życzenie. Nie pierwszy raz z przykrych rzeczy czerpią ludzie przyjemność. Niektórzy wzmacniają swoje doznania, sącząc wino i słuchając smutnych piosenek.

:)

Przepraszam za tę odrobinę ironii, ale… trzeba się dużo śmiać. Dużo i z siebie. Naprawdę. Po latach fala optymizmu przychodzi sama. Zwłaszcza na wspomnienie sytuacji, z powodu których miało się kiedyś mokre oczy. Zupełnie niepotrzebnie. Zupełnie :)

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • Maja

    Pisałam tu kiedyś o poradę w sprawie związku (o tu: http://www.malinowa.tv/2012/04/jak-byc-kochanym-i-szczesliwym-dwa.html), powracam. Jak bumerang :)

    Wciąż jestem z tym chłopakiem. Ponad rok. Zaczęłam walczyć o swoje, on to szanuje. Widzę, że mu zależy (choć słyszę też, że faceci to dobrzy aktorzy – pytanie, czy każdy, i w jakim stopniu). Widzę, że chce to odbudować – może to sprawka powrotu mojego własnego zdania? W każdym razie widzę jego czułe gesty, miłe słowa, starania i próby załagodzenia każdej kłótni (przejścia od krzyków, do sensownego dialogu, co komu na sercu leży).
    Jednak ciągle „rozdrapuję strupki”. Choć nie zdradził mnie, jednak mocno podważał wielokrotnie moje zaufanie (pisanie smsów do nowo poznanej dziewczyny „bo chciałem sprawdzić co taka młoda ma w głowie” – to w sumie uważam za zdradę, przesadzam?). Nie wiem, czy będę w stanie zaufać, wybaczyć. Staram się, czasem niestety myślę, wypomnę przeszłość. Z jednej strony czuję się pewnie, bo poinformowałam go, że jeszcze jedna taka „głupota”, a powiem „koniec”, bo nie pozwolę sobie na takie zachowania, ponadto wiem, że to będzie rozsądna decyzja. Jednak cały czas mam w sobie strach, którego nie umiem się pozbyć.

    Ten strach potęguje fakt, że przez większość naszego związku mówił o rodzinie, słyszałam, że już niedługo się pobierzemy, że to jest to, że on tego chce. Przyzwyczaiłam się do tej myśli. Z jednej strony powiedziałam, ze musimy trochę przystopować, bo mamy zbyt rozległe wizje życia i najpierw musimy przeżyć więcej czasu ze sobą, skończyć studia. Z drugiej jednak, on powiedział „masz rację, koniec z tym, zmieniłem sposób patrzenia”. Mam świadomość tego, że ze swoimi byłymi dziewczynami planował przyszłość. Dlaczego ze mną przestał? Czy może dlatego, że dojrzał i chce po prostu ze mną żyć i zobaczyć, co z tego wyjdzie, a może kryje się za tym coś innego? Czuję się oszukana, bo dał mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji a teraz mi to jakby odebrał. Może to ja postrzegam coś w niewłaściwy sposób? Wiem, wygląda to tak, jakbym była niezdecydowana, ale nie da się ukryć, że z jego strony też wychodzi to niezdecydowanie. Nie mam pojęcia co o tym myśleć, nie umiem zaufać jego słowom. Proszę, powiedz obiektywnie, co Ty byś o tym pomyślała :)

    • Nie wiem, co bym pomyślała (lepiej nie wpadać w tę pułapkę) ;) ale wiem, że otwarcie bym o tym z nim porozmawiała. Już kiedyś coś deklarował, więc zapytałabym, czy nadal ma taką „wizję nas”. Zaznaczając, że ja mam.

  • Paulina Stencel

    Bardzo lubię ten wpis! :)