PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Trzy powody, dla których zgadzam się na edukację seksualną swojego dziecka

Seks w przedszkolu – tak czy nie? Przedstawiam trzy argumenty, rozwiewające wszelkie wątpliwości.
edukacja seksualna_m1

Każdy rodzic chce dobrze, tymczasem punkt ciężkości leży gdzie indziej

Stawiamy na dzieci. Poświęcamy im czas i większość swojej uwagi. Od najmłodszych lat chodzimy z nimi na basen, uczymy języków obcych, zapisujemy do szkoły muzycznej albo próbujemy odkrywać inne talenty. A jeśli nie mamy na to pieniędzy, to nie zmienia faktu, że chcemy dla nich gwiazdki z nieba.

Czasem nawet robimy wiele ponad to, co wystarcza. Chcemy dobrze. Chcemy rozwijać, ale też sprawować kontrolę nad tym, co i w jaki sposób dociera do maluchów. No i w porządku. Ja to rozumiem. I o ile nie popadamy w jakąś skrajność z dodatkowymi zajęciami, jest okej.

Tymczasem wiele podstawowych sfer rozwoju dziecka przebiega w tle. I nawet najbardziej czujni rodzice pomijają je tylko dlatego, że nie są to sfery widoczne, a przez to trudno zdać sobie sprawę z ich aktualnego przebiegu.

W taki właśnie sposób odbywa się między innymi rozwój psychoseksualny dziecka – po cichaczu i automatycznie. Wprawdzie czasem dziecko zadaje kłopotliwe pytania (skąd się wzięło, dlaczego chłopcy mają siusiaka, a dziewczynki nie) albo zachowują się w niepokojący nas sposób (podglądanie, udawanie osoby płci przeciwnej, masturbacja), ale gdyby nie te sytuacje, nawet nie zdawalibyśmy sobie sprawy, że zachodzą w nich tak ważne zmiany i niewidoczne procesy.

W tym szczególnym dla dziecka czasie (między 3 a 6 rokiem życia), poznaje ono obce „słówka”, ale też uczy się „nut”, z których będzie odgrywało swoją seksualność przez całe życie. I nie chodzi tylko o to, jakie wyjaśnienia na zadane przez siebie pytania uzyska, ale też w jakim klimacie rozwija się, gdzie napotyka granicę, jak wygląda seksualność jego rodziców względem siebie i względem niego, co „między słowami” i w emocjach świadomie i nieświadomie na temat seksualności mu przekazują.

To jest edukacja seksualna.

Książeczki i pogadanki są gdzieś o wiele dalej. Dużo mniej istotne i wpływowe niż opisana wyżej baza. A my dorośli dyskutujemy często na temat treści, nie myśląc kompletnie o tym, co sami przekazujemy na co dzień.

Robimy wiele rzeczy intuicyjnie. To dobrze. Zwykle intuicja jest trafna. Ale gdybyśmy jeszcze poznali kilka szczegółów na temat rozwoju psychoseksualnego dziecka, uniknęlibyśmy wielu błędów. Dlatego po pierwsze jestem za edukacją seksualną dorosłych. I będę to uparcie powtarzała. ;) Dziecko uczy się seksu przy okazji.

Cel jest jeden. Prosty i podstawowy
Stabilne wewnętrznie dziecko z mocną bazą na życie w sferze emocji i relacji. Jak widzisz, słowo „seks” nawet się tu nie pojawia.

Trzy argumenty, przemawiające za słusznością wprowadzenia „edukacji seksualnej”

  1. Bezpieczna baza dla rozwoju (kształtowanie tożsamości płciowej)
  2. Zaspokajanie ciekawości, dostarczanie wiedzy
  3. Ochrona przed nadużyciami z zewnątrz

Zależy Ci, aby Twoje dziecko:

1. Rozwijało się dobrze, czyli zgodnie z normalnym przebiegiem rozwoju psychosekualnego odpowiednim dla jego wieku. Po prostu.

Tu nie tyle chodzi o wiedzę, chociaż o nią również, co o klimat, otoczenie, tło rozwoju. Dlatego akurat ten bazowy punkt realizuje się bardziej poprzez edukację i budowanie świadomości dorosłych (rodziców i wychowawców) niż dzieci.

Ktoś powie – nasze pokolenie nie miało edukacji seksualnej (ani w dzieciństwie, ani w dorosłości) i jakoś szczególnie nas przez to nie skrzywdzono. Nieprawda. Nie skrzywdzono tylko tych, którzy mieli ogromne szczęście żyć w „zdrowej” rodzinie. Większość z nas nie miała aż takiego fuksa. Zresztą „zdrowa” rodzina to tylko konstrukt teoretyczny. Takie rodziny, takie środowiska nie istnieją. Każdy jakieś (mniejsze lub większe) błędy popełnił.

Nie byłoby dookoła tylu seksownych, mających problem z wejściem w szczęśliwy związek histrioniczek, gdyby wszystko poszło wtedy dobrze. I nie byłoby tylu, w dużym skrócie pisząc, pogubionych w świecie relacji mężczyzn, gdyby wszystko poszło wtedy dobrze.

Treści programowe możemy stosunkowo łatwo ogarnąć (przyjąć lub je odrzucić). Na relacje w domu rodzinnym, rozwijającego się dziecka mamy już mniejszy wpływ. Opanowanie ich sprawia niejednokrotnie trudność nawet samym zainteresowanym.

A oto pytania dotyczące dnia codziennego oraz sytuacje, poprzez które mamy wpływ na rozwój psychoseksualny dziecka:

  • Jakie zachowania seksualne dziecka odbiegają od rozwojowej normy?
  • Jak na nie reagować?
  • Jak konkretnie odpowiadać na pytania dotyczące seksu?
  • Czy pozwalać sobie na nagość w obecności dziecka?
  • Czy i ewentualnie do kiedy kąpać się z dzieckiem?
  • Różniące się między sobą role mamy i taty w relacjach z córką i synem

Co do bardziej jednoznacznych sytuacji (mam na myśli nadużycia) zwykle nikt nie ma wątpliwości, gdzie kończy się norma. Choć one też niestety się zdarzają.

Cel – edukacja rodziców. W tym punkcie zależy nam, abyśmy sami jako dorośli nie popełniali błędów, które będą miały na nasze dziecko wpływ. I aby inni otaczający je ludzie nie zrobili mu krzywdy swoimi mniej lub bardziej „niewinnymi” (oraz mniej lub bardziej nieświadomymi) zachowaniami.

2. Uzyskało prawdziwą, dostosowaną do jego wieku i potrzeb odpowiedź na zadawane pytania

(a nie bajki albo treści kompletnie nieodpowiednie do wieku – techniczno-medyczne, nazbyt szczegółowe albo wulgarne). Zwyczajne zaspokojenie ciekawości. Wspominałam już o tym kiedyś.

Jeśli Twoje dziecko zada Ci pytanie, jak się znalazło w Twoim brzuchu, to nawet, jeśli nie wiesz, jak mu to ładnie wyjaśnić, to masz poczucie kontroli sytuacji, bo to pytanie zostało skierowane do Ciebie. A co, jeśli zapyta ono inne osoby z otoczenia?

Tego punktu dotyczy najwięcej wątpliwości. Pisałam już o straszeniu edukacją seksualną. I niczemu się nie dziwię. Docierają do nas informacje o zbyt „bezpośrednich” podręcznikach i gadżetach wykorzystywanych do edukacji seksualnej na Zachodzie.

Dla mnie techniczno-informacyjna część edukacji wydaje się najmniej znacząca (jeśli mogę tak to określić). Jednak oczywiście ostrożność i baczna obserwacja w tej kwestii również wskazana.

Bardziej niż na książkach i gadżetach, skupiłabym się na osobach, udzielających informacji. Dziecko zadaje podobne pytania otaczającym je ludziom – głównie członkom rodziny oraz wychowawcom w przedszkolu (bardzo spontanicznie) i szkole (rzadziej, bo im starsze, tym trudniej poruszyć mu ten temat na forum). Tu potrzebna jest wiedza co powiedzieć i jak to przekazać. Dopóki Twoje dziecko otaczają nieprzygotowane do takich rozmów osoby, nie masz pewności, jakie treści zostaną mu przekazane i przede wszystkim, w jaki sposób?

Cel – edukacja dorosłych (wychowawców, pedagogów). Jeśli już ktoś ma poruszać z dzieckiem lub w jego obecności podobne tematy, to lepiej, aby zamiast osoby przypadkowej, była to osoba przygotowana.

3. Potrafiło chronić siebie przed nadużyciem seksualnym

Umiało rozróżniać dobre i złe sekrety, nie było podatne na wykorzystanie i aby maksymalnie zminimalizować ryzyko wszelkich niebezpieczeństw. Nie jestem tu od straszenia, ale wszystko i wszędzie może się zdarzyć. Niestety.

Cel – edukacja dziecka (niebezpośrednio seksualna, raczej dotycząca zaufania, stawiania granic, naturalnej ostrożności).


To są argumenty dobre. Warte zachodu. Chcę edukacji seksualnej mojego dziecka.

Kogo wyedukować z seksu w pierwszej kolejności?

Jeśli chodzi o rodziców, wystarczy ich zdrowie psychiczne i trochę wiedzy o rozwoju dziecka. Da się zrobić.

Jeśli chodzi o pedagogów, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Obok zdrowej psychiki i wiedzy, potrzebny jest program. Nie wchodzi tu w grę subiektywne wyrażanie poglądów i wtłaczanie swojego prywatnego podejścia (ani w teorii, ani poprzez ładunek emocjonalny, towarzyszący tej tematyce). I to rzeczywiście może sprawiać trudności. Przyznacie.

Kwestia seksualności zawsze będzie budziła emocje. Ale trzy wymienione wyżej argumenty przekonują mnie, aby dorośli podeszli do tematu odpowiedzialnie.

A co jeśli edukacja rozseksualizuje dzieci?

Nic nie rozseksualizuje bardziej, niż bezmyślne pozostawienie ich na tym etapie samym sobie i przypadkowym oddziaływaniom otoczenia.

Każdy ma prawo do własnego zdania i może nie chcieć „szkolnej” czy „przedszkolnej” formy edukacji. Wtedy tym bardziej sam powinien dowiedzieć się jak najwięcej o rozwoju psychoseksualnym dziecka. Będę o tym pisała w kolejnych artykułach.

Edukowanie nie polega wyłącznie na wyjaśnianiu, ale przede wszystkim na prawidłowej (seksualnej) postawie dorosłych (wychowawców, pedagogów, dziadków, rodziców) względem po pierwsze siebie nawzajem, po drugie dziecka, po trzecie samej seksualności.

Mówią, że dziecko rodzi się skazane na dorosłych i nawet nie ma się komu na nich poskarżyć. O jakie to prawdziwe. Edukacja seksualna dzieci polega na edukacji dorosłych. I nie da się tego przeskoczyć.

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
MalinowaTv na YouTube