PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Trzy rzeczy, które powinna wiedzieć kobieta śledząca ukochanego na Facebooku

Zakaz przeglądania fejsa byłego i aktualnego faceta. Wprowadź go czym prędzej, jeśli dostrzegasz u siebie dużą potrzebę kontrolowania. Być może tylko w ten sposób uratujesz związek, a na pewno nie zadręczysz siebie.

facebook_love

Wydaje Ci się, że czujność pozwoli Ci panować nad sytuacją. Ach te internety. Chyba nic na świecie nie sprzyja bardziej inwigilacji niż dostęp do konta na FB. Obserwujesz, czyją aktywność Twój mężczyzna komentuje, gdzie wychodzi, kogo dodaje do znajomych. Albo zaglądasz do swojego eks, aby sprawdzić, „co u niego?” (ostatecznie pozadręczać się trochę, bo przecież inaczej nie może się to skończyć, kiedy widzisz, jak niezwykle szczęśliwy jest z tą, dla której Cię zostawił).

Kochana moja… Ja Cię rozumiem, doskonale rozumiem. Nie zamierzam Twojego zachowania krytykować, potępiać ani pokazywać Ci innej, lepszej drogi. Ten, kogo nigdy nie ogarnęła facebook’owa słabość i kto głupot nie popełniał, niech pierwszy rzuci kamień… ;)

Jest mi po prostu przykro, bo wiem, że to nic przyjemnego trwać w takim stanie. Poza tym najcenniejsze, co mamy w życiu, to czas. A Ty go w ten sposób tracisz. Dlatego chcę Ci wyjaśnić kilka rzeczy. Może zmienią coś w Twoim myśleniu, a potem zachowaniu i pozwolą odetchnąć.

Dlaczego ludzie potrzebują śledzić?

Zwykle chodzi o rozczarowanie, jakiego doświadczyli. Może nawet o coś mocniejszego, o głębszy zawód. Śledząc, mają (złudne) poczucie kontrolowania sytuacji. Sprawują jakby nadzór nad ukochaną osobą. Wydaje im się, że będą mogli w porę zapobiec katastrofie, wykryć zagrożenie. Albo zostali w ostatnim czasie zdradzeni, opuszczeni, albo lęk ten towarzyszy im od dzieciństwa (tu sytuacja jest trudniejsza, bo przewidywanie straty nie mija wraz z przejściem kryzysu). Ktoś powie, że takie facebook’owe śledzenie, to zwykła ciekawość. Nie oszukujmy się. Za ciekawością zawsze kryje się coś głębszego.

Brak zaufania towarzyszy ludziom od zawsze

Zmieniają się tylko jego przejawy. Kiedyś było to sprawdzanie telefonu, przeglądanie poczty, grzebanie w komputerze albo dopytywanie o poprzednie relacje. Na pytanie, po co Ci ta wiedza, zwykle mało kto potrafi jednoznacznie odpowiedzieć. Mówimy – „Po prostu chciałam wiedzieć”. Niektórzy powołują się na oczekiwania, że w związku „nie powinno być przecież tajemnic”. I szukają. I potrzebują znaleźć dowody, które potwierdzą, że są oszukiwani, wykorzystywani albo nie są kochani tak, jakby chcieli. Wszystko z lęku przed opuszczeniem.

Niektóre dziewczyny naprawdę same się w ten stan wprowadzają. Jakby odczuwały pewną przyjemność z przykrego napięcia. Przykładów na samoudręczenie jest wiele. Jedna kobieta jeździła pod blok byłej swojego mężczyzny, aby sprawdzić, czy nie stoi tam jego samochód. Wyczekiwanie, stres i nieracjonalne podejrzenia.

Po co? Po nic. Chyba tylko po to, żeby go trochę pozadręczać, ewentualnie samej sobie zafundować przepłakane noce.

Jeżeli robisz to świadomie, weź za to odpowiedzialność. Albo robisz coś po to, żeby mieć frajdę albo wcale. Taka zasada. Podejrzliwa osoba nie myśli racjonalnie. I zawsze znajdzie to, czego szuka. Ewentualnie doprowadzi do realizacji swoich podejrzeń.

Trzy rzeczy, które powinna wiedzieć kobieta śledząca ważnego dla niej mężczyznę na Facebooku lub gdziekolwiek indziej

  1. Twoja kontrola i tak nic nie da. Przed niczym nie uchroni

    • Wszystko, co dzieje się w parze rozgrywa się między dwojgiem. Żadne osoby trzecie z przeszłości, teraźniejszości albo przyszłości nie mają mocy. Jeśli on odchodzi do innej, to jest Twoja albo jego „wina”. Nikogo poza tym układem (nawet, jeśli rzeczywiście pojawił się ktoś trzeci). Jeśli Ty odchodzisz do innego, to jest Twoja lub partnera „wina”. Nikogo innego.
    • Nie jesteś od tego, żeby myśleć i działać za niego. Z uwagi na łączący Was związek, każdy sam powinien pilnować swoich granic. Nie wyprzedzaj faktów.
    • W zaufaniu jest element odwagi – pójść jak w ogień, wystawiając się na ewentualne zranienie. Lepiej zaryzykować tę niepewność, niż szukać pewności poprzez kontrolę.
    • A co, jeśli faktem jest, że on interesuje się kimś na boku? Jeśli tak jest, samo wyjdzie. Twoja rola nie polega na byciu detektywem w Waszym związku.
  2. Twoja kontrola niszczy związek nawet, jeśli partner nie wie, że jest kontrolowany

     

    • Przede wszystkim jeśli masz problem z zaufaniem, to podglądanie przebiegu interakcji w sieci zwiększy tylko Twoje wątpliwości. Pojedyncza, nieistotna informacja jest w stanie wywołać lawinę myśli i podejrzeń. To jeden z tych momentów, kiedy lepiej nie wiedzieć.
    • Nawet, jeśli swoich lęków nie ujawnisz, to one i tak same wychodzą na wierzch i zniszczą wszystko. Jak samospełniająca się przepowiednia. Mając podejrzenia, zachowujesz się tak, jakby one były faktem. Wywierasz nacisk, ograniczasz wolność, prowokujesz kłótnie, podświadomie robisz na złość, oddalasz się. Niszczysz.
  3. Unieszczęśliwiasz siebie na własne życzenie

    • Żyjesz w ciągłym napięciu, uzależniasz swój nastrój od tego, co wyśledzisz, ostatecznie obniżasz jakość swojego życia. I po co?
    • Niektórzy powiedzą, że to masochizm. Ale czy aż tylu masochistów nas otacza? Według mojego rozeznania problem dotyczy 90% kobiet. (Co najmniej. Choć pewnie zależy to też od etapu związku). Mężczyzn również, jednak w mniejszym stopniu.
    • Jeśli jesteś tym bojaźliwym, „pozabezpiecznym” typem kobiety, przewodnim hasłem Twojego życia zamiast zużytego już nieco „carpe diem”, powinno być „co mnie to obchodzi” (zwłaszcza, jeśli bardzo Cię obchodzi).
    • Nie chodzi o zaprzeczanie czy działanie wbrew swoim emocjom i podążającym za nimi zachowaniom, ale o sam fakt, że one Ci nie służą. Kiedy pozwalasz owładnąć się niepokojącym myślom, to kontrolowanie i sprawdzanie wcale Cię nie uspokaja. Raczej nakręca, ogranicza, wprowadza dodatkowy niepokój. A Twoja głowa za chwilę dopowie sobie resztę. Oczywiście same czarne scenariusze.
    • Jeżeli lubisz się męczyć, to powiedz to sobie. I rób to na swoją odpowiedzialność. Oczywiście nikt się do tego nie przyznaje. Nawet przed samymi sobą trudno nam przyznać, że mamy problem.

Niszczenie związku, strata czasu i emocjonalne wyczerpanie

Mam nadzieję, że to wystarczająco mocne argumenty. Naprawdę nie warto. Ale zwykle zdajesz sobie z tego sprawę dopiero po jakimś czasie. Kiedy konsekwencje są już widoczne.

Polecam przeczytać:

Zajmij się sobą.
Jeśli kocha, to wróci? Jeśli kocha, to nie zostawi.
Kocham za bardzo.
Osobowość zależna.

 

Nie psuj czegoś, co jest dobre. Naprawiaj tylko to, co wymaga naprawy – swoje zaufanie, poczucie własnej wartości, wewnętrzne bezpieczeństwo, spokój i zdrowy sposób myślenia. One przydadzą Ci się zawsze. Bez względu na to, z kim i w jakim związku byłaś, jesteś czy będziesz.

Im wcześniej to zrozumiesz, tym szybciej wyplączesz się z dawnych, męczących Cię relacji i otworzysz na nowe. A być może tę obecną, dobrą ocalisz.

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • Marcin Zalewski

    To jest kontrola i inwigilacja dotyczy i kobiet i mężczyzn…lepiej nie wchodzić na profil fb byłej ukochanej osoby

  • Ola

    świetny post. Tymbardziej fragment z „co mnie to obchodzi”. Co ma być, to będzie, a moje marudzenie czy jakiekolwiek uwagi nie zmienią zachowania drugiej osoby, jeśli ona naprawdę nie będzie tego chciała. Czas zająć się sobą i przestać się przejmować, chociaż ciężko jest to zrobić, kiedy w grę wchodzą tak silne uczucia i lęk przed utratą.
    Jak to by powiedziano po angielsku – I couldn’t care less.

  • Szymek

    Bardzo dobry tekst, aż dziwne że dopiero teraz go przeczytałem. Szkoda że nie mogłem go przeczytać z 10 lat temu, mógłby mi się wtedy bardzo przydać, chociaż odnoszę wrażenie że trzeba mi było to wszystko przejść, by lepiej zrozumieć siebie i swój problem.

  • DFHIASSDFNF

    Doskonałe! Totalnie przeżyłam to na sobie.. Facebook prawie zniszczył mój związek. W pewnym momencie doprowadziłł do ruiny, myśli samobójczych. Chciałabym ostrzec wszystkie dziewczyny przed tym. Inwigilacja uzależnia, podsyca ciekawość, wyniszcza powoli i dosadnie.

  • Ewelina

    Trafiłam na Twojego bloga chyba w najlepszym momencie. Świetne artykuły napisane przez osobę o dużej wiedzy. Gratuluje i dziękuję :)

    • Cieszy mnie, że się przydadzą. Dziękuję ;))

  • Martyna

    Jestem bardzo kontrolującą osobą. Niszczy to mój związek i wiem o tym dobrze. Mimo, że mój partner stara mi się wszystko racjonalne tłumaczyć, dopadają mnie złe myśli. Tworze sama scenariusze danych historii i często wierze w nie,chodź nie chce, naprawdę. Zdaje sobie sprawę ze wszystkich rzeczy co powoduje moje kontrolowanie, ze nie powinnam, ze to jest złe, ale to się dzieje… coraz częściej myślę, że to nienormalne…ze nie poradzę sobie z tym, ze będzie tak zawsze.

    • Martyna, jeśli zauważasz to u siebie, to już jesteś na dobrej drodze. Niech to będzie początek racjonalnego patrzenia na swoje zachowania. Tak jak niektórzy liczą do dziesięciu, żeby nie wybuchnąć, tak Ty możesz zatrzymywać się, żeby uświadomić sobie, że rodzące się w Tobie myśli są tylko rodzajem pułapki, w którą wpadasz. Jeśli takie hamowanie się nie pomoże albo postanowisz popracować nad tym głębiej, to zapraszam na spotkanie ze mną, ewentualnie do kontaktu online, jeśli jesteś spoza Warszawy. Szczegóły w zakładce – Pomoc psychologiczna.

  • Świetny tekst. Muszę przyznać, że w kwestii zaufania do kogokolwiek zawsze przyjmowałam zasadę, że przecież ja jestem uczciwa wobec nich to i oni wobec mnie powinni. (naiwna ja) No własnie powinni, ale nie byli. Z wiekiem jednak mi przeszło, po tym jak to wielokrotnie okazało się totalną bzdurą. Doświadczenie życiowe w końcu od czegoś jest. Przyszedł czas na związek i tutaj podobnie tak jak napisałaś „poszłam jak w ogień” z zaufaniem i się oczywiście zawiodłam. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Czegoś się nauczyłam, jestem bardziej uważna i silniejsza. Dodatkowo Ex próbował się ze mną kontaktować i to kilkokrotnie. Jedyne, co to przynosiło to smutek, rozgoryczanie i złość, dlatego definitywnie oznajmiłam mu żeby takowych poczynań zaprzestał. Nie wiem czemu, ale on chciał zaglądać na mój facebookowy profil, żeby widzieć, co u mnie i prosił żebym go przypadkiem nie blokowała, no cóż…Ja natomiast nie chciałam patrzeć na to co u niego słychać. Tego się trzymam i muszę przyznać, że działa. Można powiedzieć, że się od niego uwolniłam. Może to też zasługa tego, że jest niezwykle małe prawdopodobieństwo, że na siebie wpadniemy, gdyż studiuję w innym mieście. Na koniec dodam, że raz naruszone zaufanie jest moim zdaniem bardzo trudno naprawić, o ile w ogóle. W taki sposób często związki się rozpadają. Ale ja ekspertem nie jestem zostawiam głos Tobie, gdyż piszesz świetne teksty. Pozdrawiam serdeczne :)

    • Dziękuję Ewelina. A odnośnie zaufania, skojarzyło mi się – Podważenie zaufania trwa sekundę, odbudowanie wiekihttp://www.malinowa.tv/2014/03/podwazenie-zaufania-trwa-sekunde-odbudowanie-wieki.html

      • Zgadzam się. Ale z tą zazdrością to jednak zawiła sprawa. Mój Ex należał do osób bardzo zazdrosnych. Nie przeszkadzało mi to tak bardzo dopóki nie przekonałam się na własnej skórze do jakiego stopnia może ona sięgać. Ja nie dawałam mu żadnych powodów do zazdrości ( ale według dojrzałej i normalnie traktującej pojęcie zazdrości osoby, widać on do takich nie należał). O dziwo to ona miał sporo za skórą w przeciwieństwie do mnie…to jego występki były powodem rozstania, szkoda, że dopiero za kolejnym razie. (znów muszę przyznać – naiwna ja) Co dziwne przez cały czas kiedy mnie oszukiwał był wciąż bardzo zazdrosny o moją osobę (jakby bał się, że zrobię to co ona,Ha!), nawet po rozstaniu jego zachowanie świadczyło o tym, że on mnie teraz może i nie chce, ale nikt inny też mnie mieć nie może. Dopiero teraz dojrzałam do tego, żeby stwierdzić, że od takich osób trzeba się odciąć, bo wiem na własnej skórze do jakiego stanu może to nas doprowadzić. Dodatkowo mam nadzieję, że i on kiedyś przejrzy na oczy, a może i inna mu to uświadomi. Ja nie byłam tą. Oj, znowu się rozpisałam, ale już na koniec muszę przyznać, że gdybym wtedy nie trafiła na Twojego bloga to z pewnością normalizacja mojego życia trwałaby dłużej. Dlatego dziękuję Ci za to i pisz dalej :)