PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Technika łapania dystansu do życia

Szkoda czasu. Kiedy pomyślę sobie, czym martwiłam się dziesięć lat temu, to śmiech mnie ogarnia. A potem przychodzi refleksja – i po co to było? Naprawdę nie ma czego się bać. Ale widzimy to zwykle dopiero z perspektywy czasu, po latach. Kiedy już mamy zmarszczki, siwe włosy i udręczenie wypisane na twarzy. Nie można wcześniej?

kosmos

Zastanów się…

Mężczyzna, o którego tak zabiegałaś i po którym płakałaś rzewnymi łzami… No i po co? Oblany egzamin, po którym kazali Ci powtarzać rok. No i po co? Operacja, której miałaś nie przeżyć. No i po co? Dziesięć kilo więcej po ciąży. No błagam… Twój mężczyzna nie wrócił na noc. Tragedia… To nie są sytuacje bez wyjścia.

Niesamowity film „Chce się żyć”, którego nigdy nie zrecenzowałam i nie zrecenzuję, pokazał mi, że nic nie jest warte łez. Nic. W naszym życiu nie ma problemów. Wszystko tylko nam się wydaje. Przykładamy za dużą wagę do szczegółów. A jeśli spojrzymy na „problem” z odpowiednim dystansem, to zawsze wydaje się błahy. Na wszystko trzeba patrzeć z odpowiedniej perspektywy. Z góry. Z wysoka. Co najmniej z kosmosu.

 

Podobnie wiara w Boga (jakiegokolwiek) pomaga. Daje właśnie ten odpowiedni zdrowy dystans. Dlatego niektórzy mają łatwiej. Zawsze polecam wierzyć. Obranie filozofii życia też nie zaszkodzi.

Chodzi o to, że sytuacje dnia codziennego bez jakiegoś sposobu ogarnięcia ich, zabiłyby nas (i niektórych zabijają). Zdrada, śmierć osoby bliskiej, wypadek, choroba dziecka, nowotwór, rozwód. Wielkie tragiczne drobnostki, które spotykają codziennie miliony ludzi. Czy one mają jakieś znaczenie? Dla jednostki tak. Dla osoby obok już nie takie duże, bo nie jej dotyczą.

Przecież stale dzieje się coś, czym można by się co najmniej przejąć. Trzeba sobie gdzieś ustawić rozsądną granicę. Gdybym jako idealistka miała martwić się wszystkim, czym w naturalny sposób mam skłonność się martwić, to życie byłoby niekończącą się męką.

Zdążyłam już zorientować się, jak ważna jest zdolność bycia poza tym wszystkim. Czasem trzeba umieć oderwać się. Wystrzelić siebie w „kosmos”, poczuć się tam bardzo samotnie, dryfować sobie bez wpływu żadnych sił i czuć tę odległość.

Bywa, że już same podróże robią z nami coś podobnego. Niekiedy nawet lot samolotem daje podobne odczucia.

Jednak mam na to własny sposób. Zawsze, kiedy zaczynam się czymś martwić, wyobrażam sobie, że wyleciałam gdzieś daleko. I widzę Ziemię właśnie stamtąd. Patrzę na tę kuleczkę, której większą część zajmuje woda, mniejszą ląd, a za dużo główkujących i za mocno czujących mrówko-ludzi nawet nie dostrzegam. I myślę sobie wtedy, że… nie ma, nie ma się czym przejmować. Naprawdę.

Chce się żyć.

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • Też tak wiele razy myślałem. Widać, nie tylko ja :).