PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Dwa typy kobiet, które nie mają szczęścia w miłości

Ileż to razy słyszę od kobiet – „Chyba nie mam szczęścia w miłości”. Tymczasem to nie kwestia szczęścia, nieszczęścia, losu czy przeznaczenia. To kwestia pracy nad sobą. Czasem nawet terapeutycznej. Ale to naprawdę jest do zrobienia!
psycholog online związek

Dziś chcę napisać o dwóch typach kobiet. Jedne nie mają w sobie wdrukowanej odpowiedzi na miłość, bo same takiej odpowiedzi nie otrzymały. Drugie szukają wokół winnych zamiast skupić się na odkrywaniu prawdziwych przyczyn problemów. Inna sprawa, że zwykle nikt nie jest bez winy.

Pierwsze były kochane „bez wzajemności” (albo przynajmniej tak to we wczesnym dzieciństwie odebrały), dlatego dziś, nawet jeśli twierdzą, że w związku oczekują wzajemności, to gdy ją otrzymują, dzieje się z nimi coś niepokojącego. Drugie, również nieszczęśliwe, zrzucają odpowiedzialność na inne kobiety (należące często do grupy pierwszej), które „odebrały” im ukochanych. Natomiast rzadko skupiają się na tym, aby pomyśleć, jaką rolę one same oraz ich w pełni sprawni umysłowo partnerzy w tym układzie odegrali.

Tajemnicze przyciąganie

Zacznę od pewnej obserwacji. Zadziwiają mnie kobiety, które angażują się w związek z żonatym albo po prostu zajętym mężczyzną. Zadziwiają mnie nie dlatego, że pozwalają sobie na tę znajomość (po pierwsze, każdy ma prawo szukać swojego szczęścia, po drugie, czasem mniej lub bardziej głupie zauroczenie jest w stanie dopaść każdego), ale ponieważ będąc już w tej relacji, wyolbrzymiają ją, jakby znaczyła więcej niż znaczy.

Z ich ust padają następujące zdania: Jest żonaty, ale tak naprawdę kocha tylko mnie. Mieszka z nią, ale to ze mną chce się spotykać i spędzać wieczory na mieście. Ma partnerkę, ale nie jest z nią szczęśliwy, skoro romansuje ze mną na fejsie. Od dawna planuje się rozwieść.

Jest pewna grupa kobiet, które w tej sytuacji czują się wyróżnione. Czasem wręcz czerpią satysfakcję z takiego układu. Lubią pozostawać w roli tej niby „lepszej”, ale drugiej.

Jeszcze raz podkreślam – nie piszę o dziewczynach, które zakochały się nieszczęśliwie i czują, że aktualny układ nie jest dla nich komfortowy, wiedzą, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie, zdają sobie sprawę, że muszą zostać podjęte decyzje.

Piszę o tych, które już się zaangażowały, i którym o dziwo nie jest w tym niefortunnym układzie jakoś specjalnie źle. Właściwie to nawet szczególnie nie cierpią. Odczuwają natomiast dziwny rodzaj satysfakcji, płynącej z zaistniałego układu. Nieperfidnej. Naturalnej.

Zajrzyjmy głębiej

Na poziomie racjonalnym taka kobieta pragnie być wreszcie tą pierwszą, jedyną dla swojego partnera, i pewnie chce, aby jak najszybciej zakończył on poprzedni związek, ale….

No właśnie. Jest „ale”.

Okazuje się, że kiedy znikają przeszkody dla tego związku i zakochani są już razem, zaczynają się problemy. Różnorodne problemy w ich relacji, np. w komunikacji, w dawaniu sobie swobody, wolności, miejsca na rozwój, w nierównoległym wspieraniu się itp.

Zaczęłam ten artykuł od opisu kobiety. Dziewczyny, która potrafi być najwspanialszą partnerką, najbardziej zdeterminowaną i pomagającą ukochanemu we wszystkim, dopóki z nim nie jest.

Kiedy osiąga stan relaksu, swobodnego, stabilnego życia we dwoje, wbrew rozsądkowi i wszelkim oczekiwaniom zaczyna ten stan burzyć. Tak jakby jej szczęście utrzymywało się tylko w pewnym („niezdrowym”) schemacie. A mianowicie – jest jej dobrze, kiedy dąży, stara się, walczy o miłość, ale nie kiedy ją osiąga.

Jest „szczęśliwa”, kiedy funkcjonuje w znanym dla siebie układzie – gdy widzi zaangażowanie i wszelkie uczucia ze strony swojego partnera, ale jednocześnie ma poczucie, że nigdy nie doświadczy ich w całości. Nigdy ów mężczyzna nie będzie z nią w pełni.

Inne rodzaje niedostępności partnera

Przeznaczyłam sporo miejsca na opisanie przykładu dosyć kontrowersyjnego – kobieta angażuje się w związek z zajętym mężczyzną. Ale jest jeszcze wiele innych form niedostępności partnera, które mogą być dla dziewczyny o takim typie osobowości niezwykle pociągające. Na przykład wycofywanie się mężczyzny, mała uczuciowość z jego strony, natura samotnika, depresja, uzależnienia.

Ostatecznie bycie „drugą”, bycie kochanką albo nieszczęśliwie zakochaną partnerką daje kobiecie pewien rodzaj – aż trudno to tak nazwać, ale jednak – „satysfakcji”. Zwyczajnie – ona się w tym odnajduje.

Poszerzyć granice szczęścia

Ktoś, kto żyje w takim schemacie, szablonie, musiał go kiedyś nabyć. Jest to dla mnie niezwykle smutne. Tym bardziej że nikt sobie takiego wzoru funkcjonowania w relacji sam nie wymyślił, nie zażyczył go sobie, nie prosił o niego. Jednak stało się.

Nie zamierzam dziś wracać do dzieciństwa i szukać tam potencjalnych przyczyn. Nie czas i miejsce na to. Chociaż w procesie terapii zwiększenie obszaru świadomości i poznanie przyczyn może niezmiernie pomóc. Zrozumienie ułatwia. Jednak sama wiedza niewiele daje. Tu trzeba zmiany schematu, schematu wewnętrznego, utrwalanego latami. Terapia. Plus nowe doświadczenia.

Ale jaka potem wolność. Jaka przemiana. Jaka ulga. Nowe, zupełnie inne kierunki i drogi.

Kobieta celowo niszcząca związki czy nieszczęśliwa dziewczyna?

Bardziej niż na szukaniu przyczyn i zachęcaniu do terapii (choć to jak najbardziej), zależy mi na zwiększeniu naszej świadomości i zmianie sposobu postrzegania. A co za tym idzie, powstrzymaniu się od oceniania.

Nie znaczy to jednak, że komukolwiek wolno od tak sobie rozbijać małżeństwa. Nie znaczy to również, że każdy powinien być usprawiedliwiony ze względu na swoją osobowość.

Jeśli czytając ten tekst czujesz, że to o Tobie. Wszystko jest do zrobienia. Jeszcze wiele można zmienić.

Jeśli nie masz takich doświadczeń, nie oceniaj, zrozum. Bądź powściągliwa, spokojna i mądra.

A jeżeli to właśnie Twój związek został zagrożony przez taką kobietę, interwencje względem niej niewiele pomogą. Najbardziej liczy się relacja – Twoja z Twoim partnerem, mężem, ukochanym. Dlatego zwykle nie powołuję się na solidarność kobiet, kiedy w grę wchodzą uczucia, związek, psychika

Nieszczęścia dwa

Jedna biedna wzdycha, że chciałaby wreszcie trafić na kogoś normalnego, a tu znowu trafia jej się „nieszczęśliwa miłość”, bo on zajęty albo „trudny z charakteru”. No ale będzie o niego walczyć.

Chyba nigdy nie przeszło jej przez myśl, że to nie „mężczyźni jej się trafiają”, ale najzwyczajniej w świecie ona sama takich wybiera. Właśnie tacy ją pociągają. Na takie związki pozwala.

Druga biedna wzdycha, że niektóre to mają tupet… Tylu wolnych facetów na świecie, a one bez skrupułów przymilają się do akurat do tych zajętych – rozbijają małżeństwo, dzieciom ojca zabierają, a jej męża. Gdyby się taka na horyzoncie nie pojawiła, wszystko byłoby w porządku.

Czy na pewno? Naprawdę nikt tu nic nie miał do powiedzenia?

 

Jedna „nie ma szczęścia w miłości” i druga „nie ma szczęścia w miłości”.

Tymczasem miłość to nie loteria.
Nikomu nic się nie trafia.

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • mi

    boze, to o mnie :( zawsze pociagali mnie mezczyzni, ktorzy nie byli mna zainteresowani, albo byli zajeci. mysle, ze to byl taki moj mechanizm by sobie samej udowodnic, ze jestem wystarczajaco dobra. jestem teraz w zwiazku z dobrym chlopakiem ale wlasnie samotnikiem… mam dosyc takiego zycia. jak zlamac ten schemat? moze polecisz jakies ksiazki? z gory dziekuje :)

    • Mi, w pierwszej chwili często identyfikujemy się z opisywanymi zachowaniami i odnosimy wrażenie, że dotyczą również nas. Podejdź do sprawy rozważnie. Jeśli po jakimś czasie nadal stwierdzisz, że jest coś na rzeczy, zapraszam do kontaktu.

      Co do książek, niedługo będę opisywała w Malinowej jedną, która może Cię zainteresować. Będę pamiętała, żeby Ci ją polecić tutaj.

      Książki mogą być dobrym motywatorem do pracy nad sobą (tak samo jak artykuły, teksty, wpisy na blogach), jednak głębsze zmiany (o ile są takie potrzebne) zachodzą zwykle w kontakcie indywidualnym z terapeutą albo poprzez życiowe doświadczenia. Na szczęście nic w nas nie zostało ukształtowane raz na zawsze.

  • Werka

    HEJ, przeczytałam twój artykuł i takze odnalazłam w nim część siebie… zarzucono mi kiedyś, że ja jestem szczęsliwa kiedy jestem nieszczesliwa w zwiazku… i chyba cos w tym jest, bo jak jest dobrze, to ja podswiadomie niszcze, niedostrzegam tego i nie doceniam co mam ;/ w prawdzie nie rozbijam zwiazkow i nie napawam sie satysfakcja z tego plynaca, nie ciagnie mnie do cudzych facetow, ale rozpieprzylam 10 letni zwiazek, niestety kiedy zdalam sobie sprawe z tego ze bardzo przyczynilam sie do jego rozpadu bylo juz za pozno. Malinowa doradz co mam robic, isc do specjalisty?mecze sie sama ze soba, chcialabym cos w sobie zmienic nie radze sobie juz z tym wszystkim, ze soba…

    • Werka, w Twoim przypadku być może trzeba by wrócić na chwilę do tematu rozpadu związku, bo mam poczucie, że dużo w tej sprawie sobie zarzucasz. Druga rzecz – piszesz, że męczysz się, chciałabyś zmian… Może to dobry moment, żeby skupić się Trochę na sobie, na swoich potrzebach, na obraniu kierunku tych zmian. Z pomocą psychologa rzeczywiście zawsze łatwiej.

  • agi

    Bylam w zwiazku z zonatym i wydaje mi sie, iz osoba piszaca ten tekst sama ma problem z wyolbrzymianiem. Moja sytaucja byla taka, ze facet sie rozwiodl a jego zona w trakcie byla w ciazy z innym. Dlaczego zonaty facet ma nie miec prawa ulozyc sobie zycia. W efekcie sama odeszlam od niego, gdyz inne wartosci niz zwiazek staly sie dla mnie kluczowe.

    • Agi, wyolbrzymianie czy przejaskrawianie jest czasem potrzebne, aby nakreślić problem. A nawiązując do Twojej sytuacji – może być tak, że z zewnątrz jest ona podobna do sytuacji bohaterek wpisu, ale wynika zupełnie z innych przyczyn, coś innego Tobą kierowało. Dlatego prawdopodobnie ten artykuł nie jest po prostu o Tobie. Stąd pewnie pojawia się ten dysonans.

  • Ada

    Dużo prawdy w tym jest. Przeanalizowałam dlaczego jestem sama i twierdze, że nie wiadomo dlaczego ciągnie mnie zawsze do facetów o trudnym charakterze. Wybieram tych którzy najmniej nadają się na partnerów życiowych, a na tych „poukładanych” nigdy mi nie zależało. Zawsze walczyłam o miłość która od samego początku zdana była na porażkę. Dlaczego wciąż wybieram nie ten typ facetów? Dlaczego wciąż jestem sama i masakrycznie poraniona? Dlaczego później przez długie lata tęsknie za facetem, który nie był tego wart, który mocno mnie skrzywdził, zranił i zostawił? Czuję wciąż że go kocham chociaż powinnam czuć w stosunku do niego złość. Gdzie szukać pomocy, jakiejś terapii, aby wybierac inaczej?