PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Być sobą, czyli kim?

Co chwilę słyszymy: „Wystarczy, że będziesz sobą!”. Najlepsza recepta na wszelkie bolączki. Tymczasem próbujemy „być sobą” i nic się nie zmienia. Czy to możliwe, że wszyscy psychologowie, filozofowie i najwięksi mędrcy świata od zawsze się mylą?

Być sobą, co znaczy?

Pułapka polega na tym, że „bycie sobą” czasem wymaga, aby być innym. Innym niż jesteś. Inną niż jesteś. I tu zwykle pojawia się sprzeciw: Mam coś udawać? Mam nie być prawdziwa/y? Żeby być sobą, mam… nie być sobą? Niby paradoks, ale coś w tym jest. Chodzi o wychodzenie „poza siebie” – w poszukiwaniu siebie.

Być sobą – dwa sposoby pojmowania

1. Dążenie do życia w autentyczności

Zmierzanie do bycia sobą rozumiem jako podejmowanie starań, aby być jak najbardziej szczerym i autentycznym przed samym sobą, aby mieć wgląd w siebie, żyć bez potrzeby udawania, udowadniania czegoś na siłę „światu”, bez kreowania siebie w oczach innych, bez budowania obrazu siebie niezgodnego z prawdą. Ostatecznie, a może w pierwszej kolejności – aby przestać samego siebie oszukiwać. A jednocześnie robić to, co nam sprzyja.

Wymaga to od nas świadomego udziału. A jak wiemy, świadomość stanowi jedynie wierzchołek góry lodowej. Ale podobno ludzkość będzie się rozwijała w tym właśnie kierunku – w kierunku rozwijania świadomości. A przynajmniej jest to pole, na którym mamy dużo do zrobienia. Zaczynając od świadomości ciała, przez świadomość zachowań i świadome wybory.

Wszystko po to, aby wiedzieć, w co włożyć energię, co jest prawdziwą potrzebą, a co sztuczną, zapożyczoną z zewnątrz.

Niektórzy z nas nie są nawet świadomi tego, jak bardzo „grają”, jak bardzo potrzebują zaistnieć lub przeciwnie – „ukryć się”, wtopić w tło poprzez naśladowanie ludzi dookoła. Albo najzwyczajniej w świecie potrzebują poczuć akceptację ze strony otoczenia.

Osoby, które nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiały, odczuwają pewnie jedynie skutki braku autentyczności. Czują, że żyją w jakiejś sprzeczności i (czasem) postanawiają zawalczyć o siebie. Po prostu być sobą. Wyjść spod presji innych ludzi, otoczenia czy nawet kultury, w której żyjemy, a która tak wiele nam narzuca i czyni oczywistym coś, co wcale nie musi być oczywiste.

Nie do końca chodzi o to, co wybierzemy, co przyjmiemy, a co odrzucimy. Ważne, aby móc decydować, mieć ten wybór. Prawdopodobnie cały czas go mamy, tylko nie korzystamy z niego. Nawet, jeśli postanowimy poddać się wpływom otoczenia, w którym jesteśmy zanurzeni, to już jednak jest nasz wybór. Oby tylko był przemyślany, odnoszący się do własnych potrzeb. Pojawia się pytanie – jakie mam potrzeby? Na czym mi tak naprawdę zależy? Na czym będę opierać swoje wybory?

Tym bardziej jesteśmy sobą, im bardziej jesteśmy siebie świadomi.

 

Polecam: Pytanie, na jakie musisz sobie odpowiedzieć

 

2. Bezrefleksyjne stawianie na swoim

To drugi, dosyć popularny sposób interpretacji postawy – „być sobą”. Zauważyłam, że niektórzy z nas słowami „jestem sobą” tłumaczą sobie i innym ludziom, że nie zamierzają niczego zmieniać. Tak pojmowane „bycie sobą” niestety nam szkodzi.

Stawiamy na swoim i zagłuszamy siebie słowami „taka już jestem, inna nie będę” albo pod pretekstem „bycia sobą” pozwalamy sobie pielęgnować nie najlepsze cechy. Co gorsza, cechy niekorzystne dla nas samych, utrudniające nam życie, odbierające szczęście, satysfakcję, „zamykające drzwi”, przyczyniające się do zaprzepaszczenia wielu szans.

Taki rodzaj zafiksowania widoczny jest w wielu obszarach życia: w konfliktach rodzinnych, związkowych, w sferze zawodowej, czasem nawet w podejściu do własnego stylu życia czy dbania o zdrowie.

Osobom tym zachowywanie się zgodnie z nawykami lub kierowanie się intuicją, nie sprzyja. Co by się akurat zgadzało ze słowami Alberta Einsteina: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”.

Być sobą. Sobą, czyli kim?

Uparciuchem, który tupie nogą, że wprawdzie wiele mu w życiu nie odpowiada, ale sam się nie zmieni, bo „taki już jest”, czy osobą, która podąża optymalną dla siebie drogą, ścieżką czasem wymagającą tzw. pracy nad sobą, ale niosącą nieporównywalnie więcej satysfakcji i poczucia sprawstwa niż to pierwsze sztywne podejście. 

Najważniejsze, aby mieć gotowość do ciągłego wyznaczania sobie drogi. I aby umieć podążać tą drogą. Z nastawieniem na sprawdzanie, czy to nadal moja droga, czy nadal chcę nią iść, czy potrzebuję zmienić kierunek. Nic raz na zawsze. „Być sobą”, to aktualizować.

Nie jesteśmy sobą, sobą się ciągle stajemy.
A gdzieś po drodze dotykamy punktów, kiedy czujemy się „na swoim miejscu” i „w pełni”. 

 

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl