PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Wystarczy, że człowiek wstydzi się sam przed sobą

Zawstydzanie, wyśmiewanie, niemiłe podteksty, pogardliwe spojrzenia, presja spełniania oczekiwań, czyli to, co spotyka nas paradoksalnie ze strony najbliższych, choć i obcy pozwalają sobie na taki rodzaj krytyki. Chyba każdy choć raz w życiu słyszał wypowiedziane pod swoim adresem ze złością: Nie masz wstydu! – albo z pogardliwym kręceniem głową: Po tobie się tego nie spodziewałem. A może z pretensją w głosie: Zrób to dla mnie, nie bądź egoistą – lub bez docenienia wysiłków: Weź się do prawdziwej pracy!

Najważniejszy związek

MalinowaTv objęła patronat nad książką „Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie”

Iwona Majewska-Opiełka w swojej ostatniej książce podchodzi do tematu budowania najważniejszego związku, czyli mądrej miłości do siebie z wielu stron. Bardzo duże znaczenie przypisuje poczuciu własnej wartości, a ono z kolei zależy od wielu czynników. Bez opiekowania się sobą i troszczenia się o poczucie własnej wartości, zaczynamy oddalać się od siebie. Nie bez znaczenia są nasze przeżycia i doświadczenia – z wcześniejszych etapów życia, jak i te aktualne.

Zainspirowana książką „Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie” postanowiłam poruszyć temat ważny, choć chyba zbyt rzadko podejmowany. Zawstydzanie, wyśmiewanie, etykietowanie. Dla mnie jest to po prostu rodzaj szantażu emocjonalnego. Komunikacja bez dobrych intencji.

Przeczytaj, o czym jest książka: Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie
lub zobacz spis treści

        Najważniejszy związekNajważniejszy związek

Po tobie się tego nie spodziewałem…

Z własnego życia pamiętam kilka sytuacji zawstydzania mnie. Oczywiście było ich pewnie dużo więcej, ale te zapamiętałam szczególnie. Wydarzyły się stosunkowo niedawno – kilka lat temu. W każdym razie nie w dzieciństwie, co pokazuje, że dorośli pozwalają sobie traktować w ten sposób również innych dorosłych, nie tylko uległe, wrażliwie dzieci.

Nazywam te przekazy zawstydzaniem, a nie krytyką, ponieważ choć podobnie jak krytyka zawierają w sobie jakiś rodzaj negatywnej oceny, to dodatkowo przybierają specyficzną formę – czasem mocno szyderczą, czasem delikatnie prześmiewczą, z ironią, zawsze jednak zawstydzającą, często wzbudzającą dodatkowo poczucie winy czy poczucie obowiązku.

Raz zostałam niesprawiedliwie oceniona i potraktowana jak „paniusia”, która rano nie może odpowiednio wcześnie wstać, żeby zdążyć na montaż mebli w swoim nowym mieszkaniu. A umowa była taka, że panowie zadzwonią, kiedy będą wjeżdżali do Warszawy, a nie kiedy będą stali już przed blokiem. Na szczęście odpowiednio zareagować pomogło mi podwyższone ciśnienie, spowodowane pokonaniem odległości ze starego do nowego mieszkania w tempie biegacza.

Normalnie (w tamtym czasie) przyjęłabym pewnie uwagi pokornie, przepraszając panów, że musieli dziesięć minut czekać. Na szczęście adrenalina wyzwoliła reakcję, z której dziś jestem dumna. Fakt, że zapamiętałam to wydarzenie, jest nie bez znaczenia. Mimo wydawałoby się nieprzyjemnej sytuacji, urosłam w siłę. Tak się czuje człowiek, który dotychczas mając poczucie niesprawiedliwego osądu, zachowywał zimną krew, a tym razem pozwolił sobie na bezpośrednią obronę. Zapomniałam wspomnieć, jak bardzo moja reakcja zmieniła zachowanie panów montażystów – zgodnie ze słowami Sonyi Friedman: „Sposób, w jaki traktujesz siebie, ustala standardy dla innych”.

Innym razem, przed sześciu czy siedmiu laty, kiedy publikowałam któryś z pierwszych wpisów w MalinowejTv, przeczytałam komentarz psychologa, chłopaka starszego ode mnie o rok, którego nigdy osobiście nie poznałam, a wiedziałam jedynie, że kończył studia na tej samej uczelni. Obserwując jego zachowania w sieci, widziałam, że miał tendencję do nieuprzejmości. To było coś więcej niż krytyka. To było wymierzone w drugą osobę zawstydzenie, np.: „Masakra, po Tobie się tego nie spodziewałem”. Przeczytałam coś podobnego pod swoim wpisem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to nie jest ten rodzaj krytyki, który się bierze do siebie. Bo co w tym konstruktywnego? Gdzie ta dobra intencja z drugiej strony?

Nie wspomnę już o poziomie komentarzy na przeróżnych portalach internetowych. Na swoim blogu jak w swoim domu – chciałabym zachować odpowiedni poziom komunikacji. Okazuje się, że sztuką jest umieć wyrazić inne niż swoje zdanie czy nawet krytykę w sposób delikatny.

Marzena Lipka-MucińskaZawstydzanie a dobre intencje

Nie trudno domyślić się, że najwięcej zawstydzania spotyka nas w dzieciństwie. Dorosłymi kierują niejednokrotnie dobre intencje. Przecież zawstydzić dziecko, wytykając mu błędy, niedociągnięcia czy porównując je z innymi, to chyba lepiej niż dać klapsa lub skrzyczeć. Taka krąży opinia. Pisze o tym Pani Iwona:

Jednym ze sposobów na wychowanie dziecka było przez wiele lat zawstydzanie. Dzieci zawstydzano przy klasie, przy innych dzieciach, w rodzinie i wśród obcych – precyzyjnie dobieranymi słowami. Wierzono, że dzięki temu będą w przyszłości unikać zawstydzających je okoliczności. Pewnie tak, ale będą też unikać wszelkich okoliczności, które mogą im się kojarzyć ze wstydem. Żartowanie z dzieci, ośmieszanie ich czy pozwalanie na tworzenie atmosfery, która sprzyja wyśmiewaniu bądź wyszydzaniu przez inne dzieci, bolą nie tylko w momencie, kiedy mają miejsce, ale także długo potem. To osłabia poczucie własnej wartości i hamuje sięganie po więcej, ale też wypowiadanie się w obecności innych. Tak powszechny w Polsce lęk przed publicznymi wystąpieniami jest w gruncie rzeczy lękiem przed wstydem, wyśmianiem i innymi reakcjami, które nie są po prostu akceptacją. Nie musi nas zachwycać poziom wykonania, nie musi zgadzać się z tym, co próbują zrobić inni, w ostateczności możemy zrezygnować z udziału w sytuacji, która budzi nasze zażenowanie, ale nie możemy szydzić z czyichś starań, zwłaszcza gdy przyświeca im dobry cel. Informację zwrotną można przekazać tak, aby nie niszczyć poczucia własnej wartości człowieka, nie odbierać mu godności. Ważne jest to szczególnie w przypadku dzieci, ale nie tylko – również dorosłym można w taki sposób zniszczyć wiarę w siebie. Złośliwość oraz sarkastyczne czy otwarcie wyśmiewające uwagi nie powinny się zdarzyć, tymczasem są bardzo popularne, buduje się wręcz na nich swoiste przedstawienia, które gromadzą licznych widzów.

Ludzie wstydzą się sami przed sobą, nie potrzebują do tego publiki

Dorośli kształtują w dzieciach przekonania dotyczące przestrzeganych zasad i systemu wartości. Od małego wstydzimy się, kiedy nie działamy w zgodzie z tymi wartościami. Taki wstyd ma moc zmieniania zachowania, naprawiania błędów.

Przekazy dorosłych powinny jednak dotyczyć zachowań, a nie uderzać w konkretną osobę. No i forma – trzeba nauczyć się omijać zawstydzanie, lekceważenie wysiłku, wkładu, odbieranie zasług, wdrukowywanie oczekiwań względem drugiej osoby. Tu warto zacząć zwracać uwagę na zwroty i kołaczące się w naszych myślach powiedzonka (przekazywane czasem z pokolenia na pokolenie), a następnie przypomnieć sobie, kiedy i od kogo słyszeliśmy te słowa lub w jakich okolicznościach sami używaliśmy lub używamy ich w stosunku do jakiejś osoby. Dotyczą one zarówno mężczyzn, jak i kobiet, cech charakteru, oceny intelektu, ale też wyglądu, urody, preferencji, zachowań, poglądów itp.:

  • „Nie masz wstydu!” (zawstydzanie dotyczące przeróżnych sytuacji);
  • „Nie gap się w lustro, bo diabła zobaczysz” (brak akceptacji dla skupiania się na swoim wyglądzie);
  • „Nie mizdrz się do lustra” (brak akceptacji dla zajmowania się swoją fizycznością, atrakcyjnością);
  • „Ale z ciebie egoista” (gdy chcesz postąpić po swojemu);
  • „Ale ci się trafiło, masz szczęście” (niedocenianie wysiłku włożonego w pracę);
  • „Zajmij się robotą, a nie głupotami” (gdy robisz coś, co wymaga od Ciebie wysiłku, ale „niestety” nie polega na opuszczaniu domu na osiem godzin pracy).

Do dzieci szybko przywierają etykiety, spostrzeżenia, przekonania, które potem kształtują zarówno oczekiwania innych ludzi, jak i – co gorsza – oczekiwania dziecka dotyczące samego siebie i własnych możliwości, a także jego przekonanie, jak jest odbierane.

(Iwona Majewska-Opiełka)

Najważniejszy związek

Książka opatrzona malinowym znakiem jakości ;)

Konkurs

Drodzy Czytelnicy, mam dla Was cztery egzemplarze książki „Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie” do wygrania. A zadanie konkursowe polega na opisaniu (w komentarzu poniżej lub na Facebooku pod postem) przykładów zawstydzania, etykietowania, jakie obserwujecie w swoim otoczeniu. Mogą to być osobiste doświadczenia – czy to z przeszłości, czy też te, z którymi spotykacie się aktualnie – lub ogólne spostrzeżenia, obserwacje, przykłady zwrotów, przekazów zaszczepianych dzieciom lub dorosłym przez ich bliskich lub całkiem obcych.

Mile widziane udostępnienie wpisu na Facebooku lub w innych mediach społecznościowych.

Zapraszam do udziału – nagrody są tego warte!

Konkurs trwa od 18.10.2017 do 29.10.2017 do godziny 23:59. Wygrywają cztery osoby.

Wyniki zostaną podane w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu na fanpage’u MalinowejTv i na blogu pod tym artykułem.

Wyniki

Bardzo dziękuję za komentarze. Nagrody otrzymują: Ewa Karwowska (za pierwszy i bardzo bezpośredni komentarz), Katarzyna Walas (za podanie przykładu pewnego paradoksu – docenianie, chwalenie (nie tylko krytyka) w pewnych okolicznościach też może być formową zawstydzania), Balij Agata (za tak osobisty komentarz), Emi Lunia (za podzielenie się doświadczeniami pracy w Norwegii oraz za pokazanie, że przez pryzmat swojej empatii, sami potrafimy zawstydzić się „w czyimś imieniu”).

Gratuluję i proszę o kontakt marzena@malinowa.tv, aby podać dane do wysyłki – imię, nazwisko, adres i numer telefonu dla kuriera.

 


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl
  • Agata

    Sytuacje zawstydzania są niestety bardzo powszechne i warto pamiętać, że mogą dotyczyć wszystkich, niezależnie od wieku:

    Dziecka…
    „Duże dzieci potrafią już podziękować za prezent, widocznie ty jesteś za mały”
    „Ciągle jeszcze robisz siku do pieluszki? Jak nieładnie!”
    „Nie mówi się „ptasek” tylko „ptaszek”, takie łatwe słowo a nie potrafisz zapamiętać”
    „Tylko beksy tak płaczą z byle powodu”

    Nastolatka…
    „Ach więc to jest Monika! No proszę, już rozumiem dlaczego bez przerwy oglądasz jej zdjęcia na facebooku”
    „Możesz przestać myśleć ciągle o chłopcach i zająć się w końcu czymś pożytecznym?”
    „Jak tam w szkole? Ciągle masz problemy ze złapaniem piłki na wf?”
    „Koleżanka powiedziała ci „cześć” a ty co, zaniemówiłeś z wrażenia?”

    Partnera…
    „Dzisiaj znowu ja przygotowałem obiad, Anka jak zwykle tylko malowała paznokcie”
    „Adrian kupił swojej żonie na urodziny najnowszego Iphone’a! Kiedy ty w końcu zaczniesz porządnie zarabiać”
    „Alinka znowu chciała kupić sobie sukienkę, haha, może jak przestanie jeść tyle słodyczy”
    „Rafał to taka złota rączka, a ty nawet cieknącego kranu nie potrafisz naprawić”

    Warto zwrócić uwagę, czy nasze słowa nie wyrządzają komuś przykrości. Czasami niechcący możemy kogoś zawstydzić, więc jeżeli już powiedzieliśmy za dużo – spróbujmy to wyjaśnić, naprawić, pomóc :)

  • Emi Lunia

    Po pierwsze chciałabym bardzo podziękowań za ten artykuł i za poruszenie tak ważnego i istotnego tematu! Moim marzeniem jest, aby ten temat stał sie kiedyś tematem kampanii społecznej.
    Czasami zastanawiam się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym dorastała w środowisku, które docenia moje wysiłki i wspiera mnie w podejmowanych decyzjach. Pamietam jak dziś, jak mając 18 lat czułam się zagubiona i przytłoczona tym, że wchodzę w dorosłe życie i możliwe, że nie podołam wyzwaniom, nie dostanę dobrej pracy, nie dostanę się na studia. Z perspektywy czasu, widzę, że miałam powody do bycia dumną z samej siebie.Codziennie miałam dodatkowe zajęcia: albo angielski albo wieczorowa szkoła plastyczna. Zabrakło mi tylko adekwatnego poczucia własnej wartości i wsparcia najbliżych.
    To o czym pisze Pani Iwona w przytoczonym fragmencie książki, widziałam na co dzień w przedszkolu, w którym pracowałam. Dzieci, które chowały się za dorosołego, i rodzice, którzy często zawstydzali dzieci przy mnie. Aż czasami ja sama się wstydziłam słysząc to co mówi najbliższa dziecku osoba.
    Dzisiaj pracuję w norweskim przedszkolu. Różnica jest duża. Dzieci traktuje się jako równorzędnego partnera do rozmowy. Społecznie przyjętą normą jest dawanie dziecku bezpieczeństwa i czasu, zarówno w wypowiadaniu się, jak i w najróżniejszych codziennych aktywnościach. Dzięki temu, Norwedzy znani są z tego, że otwarcie wypowiadają swoje zdanie, liczą się ze zdaniem innych, nie boją się iść do szefa i powiedzieć co myślą.
    Praca w teamie polega na tym, że wspieramy się w swoich pomysłach, próbujemy znaleźć wspólne pole działania. Jeśli są jakieś nieporozumienia znajdujemy czas, żeby odejść na stronę, do innego pomieszczenia i porozmawiać w cztery oczy, wyjaśnić i znaleźć wspólną płaszczyznę.
    Znajomy Norweg ciągle mi powtarza: „W norweskim wojsku myślą wszyscy, którzy są przy stole. Nie tylko oficer.”
    I chyba cały sens tego ośmieszania i zawstydzania mieści się w tym, że nie zawstydzając pozwalamy ludziom myśleć po swojemu, być kreatywnymi, mieć swoje zdanie i być sobą.

  • Marta Skrzypczyk

    Moja córka miała ostatnio taką sytuacje w szkole: Lekcja przyrody: Pani zadała pracę domową w tym zadanie z gwiazdką, i oczywiście córka pracę domową odrobiła ale o zadaniu zapomniała. W szkole jej się przypomniało i twierdzi ze wiedziała jak je zrobić i zrobiła w szkole na początku lekcji. Pani zapytała kto zrobił zadanie z gwiazdką i moje dziecko się zgłosiło razem z innymi dziećmi. I niestety zaczęły się oskarżenia: zrobiłaś na lekcji, przepisałaś od kogoś, oszukałaś, dolaczyly inne dzieci: co Ty zrobiłaś ??? I córka starła gumką przy wszystkich tą pracę ze łzami w oczach. Nie mam żadnych powodów by twierdzić ze przepisała tym bardziej ze wiemy obydwie ze nie ma od kogo gdyż nikt by jej nie dał do przepisania. Dziecko nie myślało w tych kategariach co Pani, poprostu znała odpowiedz i napisała nie przypuszczając zupełnie ze taka spotka ją reakcja. Gdyby wiedziała pewnie wolałaby nie napisać. Ja tylko mogę sobie wyobrazić jak do końca dnia w szkole dziecko się czuło i jak było jej przykro. To taki przykład braku empatii. Zupełnie nie rozumiem jak można nie przemyśleć swojego zachowania i nie zadać sobie pytania czy moje postępowanie może zranić drugą osobę i to efektem długofalowym. Smutne, ale rzeczywiście takie sytuacje czynią nas mocniejszymi, taka Twarda lekcja.