Człowiek patrząc w lustro powinien umieć wymienić kilka rzeczy, które w jego wyglądzie (i w jego mniemaniu) są nieudane, do poprawy. Jeśli potrafisz to zrobić – gratuluję zdrowia psychicznego. Jeśli nie, mam namiary na kilku dobrych psychologów, którzy pomogą Ci je znaleźć ;)
Wszyscy mamy defekty urody (realne albo tylko w głowie), ale nie każdy biegnie z nimi do chirurga. I w tym miejscu od razu zaznaczam, że nie jestem przeciwniczką zabiegów czy nawet operacji. Nigdy też nie wiadomo, co mi odwali, kiedy przejrzę się w lustrze za kilka/naście/dziesiąt lat. Dziś jednak zarzekam się i deklaruję, że recepta na całe moje piękno to szklanka wody zaraz po przebudzeniu, dobre geny i masaż twarzy okrężnymi ruchami (koniecznie w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara) ;)) Poza tym nie wiem, kto to jest Photoshop.
Ale przechodząc od autoironii do faktów – o wyjątkowym zdrowiu psychicznym świadczy fakt, że potrafisz swój defekt sprzedać światu.
W zagranicznych czasopismach brak Photoshopa już dawno stał się modny. Oczywiście są to pojedyncze, wyjątkowe sesje, gdzie dojrzałe aktorki i modelki pokazują dumnie twarze bez retuszu. Niektóre z nich bywają naprawdę sugestywne. A my wreszcie zaczynamy wierzyć, że pieprzyk na środku twarzy dodaje seksapilu, duży nos charakteru, a zmarszczki świadczą o udanym życiu seksualnym. I to jest dobry kierunek.
Ah, no właśnie. Zmarszczki.
Zapadły mi w pamięć słowa, które wypowiedział Franciszek Starowieyski do Grażyny Kulczyk, a którymi ona sama chętnie dzieli się w wywiadach: „Grażyna, każda zmarszczka to dowód na udany seks”.
Bo od czego robią się zmarszczki? Od życia. Od smutków, zmartwień, śmiechu i orgazmów. I jeszcze od myślenia. Albo je „wyprasujesz” albo zaakceptujesz, nieważne. Liczą się przeżycia.
Czoło niezmącone myśleniem. To jedna z najbardziej przykrych rzeczy, jakie mogłabym usłyszeć na temat swojego wyglądu. Za późno ;).


:)
















