Wielokrotnie słyszę, że zanim mężczyzna zwiąże się z tą jedyną, musi „się wyszumieć”. Kobieta również chciałaby najpierw poznać wielu, żeby potem być już tylko dla jednego. Wydaje się, że to całkiem racjonalne, ale (tak, oczywiście, że będzie „ale”) ;) Problem pojawia się w sytuacji, kiedy jesteśmy już w związku i co ważne, prawdopodobnie nie chcemy z niego rezygnować (nieważne kwestie motywów).

Czy są powody na tyle ważne, aby rozgrzeszyć nas z „rozglądania się na boki”?
- Nie wyszumiałem/am się, kiedy była na to pora (pomijając fakt, że niektórzy nigdy nie będą wystarczająco wyszumiani).
- W pierwszej kolejności pojawia się ciekawość. Jak to jest z kimś innym? Jak to jest w łóżku, jak to jest w życiu, bo może lepiej, a na pewno inaczej? Tworzą się wyobrażenia, fantazje, aż w końcu dochodzi do ich realizacji i (może przerobiliście to na własnym przykładzie) rozczarowania. No skoro już stało się, to miejmy nadzieję, że chociaż u niektórych były fajerwerki i inne „ognie”. Częściej to tylko słaba imitacja Rio de Janeiro. Przynajmniej tak wynika z relacji osób, które spróbowały. Być może te, którym się podobało, nie mają potrzeby pogadania z terapeutą. Po prostu. Przyjdą później, kiedy już zaangażują się na dobre w tę nową, początkowo niezobowiązującą relację i będą potrzebowały pomocy, aby w miarę spokojnie i bezboleśnie zakończyć dotychczasową.
- Od początku. Zakładam, że jest mi w związku dobrze, a moja ciekawość wynika z chwilowego „zmęczenia materiału”, wkradającej się nudy i przyzwyczajenia. Spotkamy się z tym prędzej czy później w każdym ze swoich związków, co oznacza, że nie ma tu żadnej „patologii” (proste porównanie: jeśli jem ciągle moje ulubione czekoladowe cukierki, to w końcu stwierdzam, że przejadły mi się i mam ochotę na coś innego, tylko, że mój partner nie jest cukiereczkiem.. mimo, że tak go nazywam);). No dobrze, nie mogę go sobie tak po prostu odstawić. Co robić: Zmienić coś między nami, czy dać sobie spokój i szukać smakołyków „na zewnątrz” z nadzieją, że na przykład „miętowe landrynki” nigdy mi się nie przejedzą? ;))
Czy ciekawość to wystarczający powód, żeby spróbować z kimś innym?
Świat jest pełen ludzi (fantastycznych mężczyzn i cudownych kobiet), relacji, miejsc, potraw, których nie zasmakowaliśmy. Jeżeli nie byłam na jakimś kontynencie, to nie znaczy, że złapię najbliższy samolot w tym kierunku. Jeżeli nie wykonywałam jeszcze jakiegoś zawodu, to nie porzucę swojego po to, żeby na chwilę sprawdzić się w tamtym. Bez przesady z tą ciekawością.
Moim zdaniem ciekawość nie jest wystarczającym powodem do takich zmian. Oznacza to, że istnieją inne powody wystarczające. Od razu powiem, że „zakochałam/em się w kimś innym” też do nich nie należy. Ale o tym innym razem ;)
PS Pewnie domyślacie się treści pytania.
Zakładając, że w związku jest Wam dobrze, choć dopadają Was takie same naturalne zjawiska, jakie pojawią się w każdej innej relacji (np. rutyna i przyzwyczajenie) i dodatkowo macie poczucie, że nie zdążyliście się jeszcze w życiu „wyszumieć”. W takiej sytuacji decydujecie się porzucić swój związek, „szukać” dalej albo po prostu swawolnie szaleć czy zostajecie?
Jakie są wystarczające powody (żeby zostać/żeby odejść)?
Podejrzewam, że każdego z nas dopadnie kiedyś choćby milisekunda wątpliwości (niektórzy żyją w nich latami).
















