Zimowe wieczory sprzyjają wylegiwaniu się w łóżku. Zakochane parki siedzą wówczas zakopane pod kołdrą po uszy bez zamiaru wynurzania się spod niej. Chyba że do łazienki i z powrotem. Jako wiecznie nie wygłaskana miłośniczka przytulania i innych uciech, nie zamierzam ich krytykować. Ani za zimowe lenistwo, ani za brak kreatywności. Są potrzeby. I są wyższe potrzeby. Sezonowe ;) Ale ale…

Ale kiedy już wykochamy się tak do cna, obejrzymy wszystkie możliwe filmy i zorientujemy się, że dostawcy z najbliższej pizzerii nie pytają o adres, bo znają go na pamięć, to znak, że czas wynurzyć się…. i dotlenić.
Dla dobra Twojego, partnera i Waszej relacji. To się nazywa higiena związku :)
Możliwości jest wiele. Zwykle chodzi o emocje. Mogą nam ich dostarczyć ludzie, nowe doświadczenia (próbowanie nowych aktywności) albo natura (spacerki, wyjazdy itp.). Jednak pierwszy pomysł, jaki przychodzi mi do głowy, to muzyka. Dobrze nagłośniony i oświetlony koncert. Dopracowany do perfekcji muzyczno-wizualny spektakl. I dudniące w Was obojgu dźwięki.
Tak naprawdę to tylko pretekst do pochwalenia się, że byłam niedawno (3-go grudnia) na koncercie Brit Floyd – odtwórców muzyki Pink Floyd w Sali Kongresowej i było bosko :). Nic tak nie podnosi ciśnienia jak muzyka na żywo.







W komentarzach zbieram Wasze pomysły na zimowe randki ;). Latem sobie poradzimy. Latem wystarczy pobliska górka, kocyk miłości, ciepła noc i gwiazdy.
















